[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Szybko wskoczyła do wody.
 Zcigamy się?  zaproponował niskim głosem.
 Dobrze  zgodziła się ochoczo.  W każdej chwili.
 Dam ci dziesięciosekundowe fory  mruknął.
Zamiast odpowiedzieć, od razu ruszyła przed siebie
i dopłynęła do przeciwległego brzegu zaledwie kilka
sekund po Xavierze.
Pomógł jej wydostać się z wody i sięgnął po ręczniki.
 Jeśli potrzebujesz towarzystwa, mogę jeszcze raz
wejść do wody  zaproponowała Sophie i pośpiesznie
się wytarła.
 Nie, dziękuję  prychnęła Anna.  Wolę poprawiać
opaleniznę, niż sinieć z zimna.  Odwróciła się na
brzuch. Od tyłu prezentowała się niemal równie im-
ponująco jak od frontu.
98 SUSAN STEPHENS
Sophie zauważyła z ulgą, że Xavier na szczęście nie
jest zainteresowany wdziękami Anny. Bez słowa znik-
nął w krzakach, by się przebrać, i wkrótce wszyscy
wyruszyli w drogę powrotną do kliniki.
Gdy dotarli na miejsce, Xavier zwrócił się do Sophie:
 Powinienem cię uprzedzić... Wiem, że informuję
cię w ostatniej chwili, ale jutro musisz ze mną jechać.
 Naprawdę?  wymamrotała. Jej próby zamasko-
wania euforii nonszalancją nie na wiele się zdały.
 Wezmę wolne  zaproponowała Anna, stając mię-
dzy Xavierem i Sophie.  Jest tutaj mnóstwo ludzi,
którzy mogą mnie zastąpić.
 To miło z twojej strony, Anno  odparł.  Nie
mogę jednak zostawiać kliniki i szpitala bez odpo-
wiednio wykwalifikowanego personelu. Sophie bę-
dzie...
 Co?  zjeżyła się urażona Anna.  Co takiego zrobi
Sophie, czego ja nie potrafię?
 Chciałem powiedzieć, że Sophie zajmie się tym,
czym powinna, podobnie jak ty, Anno  oznajmił tonem
nieznoszącym sprzeciwu.
 Tak, oczywiście  wymamrotała zawstydzona
Dunka.
Sophie ogarnęło współczucie dla koleżanki po fachu.
Mimo wszystko Anna była świetna w swoim zawodzie,
czuła się odpowiedzialna za pacjentów, a Xavier bez
trudu potrafił zawrócić kobietom w głowach.
 Nie rób takiej wstrząśniętej miny  mruknął Xavier
do ucha Sophie i delikatnie wyprowadził ją za drzwi.
 Ostatecznie zgodziłaś się wypełniać wszystkie swoje
obowiązki.
NAJBOGATSZY HISZPAN 99
 A jakie są w końcu te moje obowiązki?  spytała
buńczucznie.
 A takie.  Zatrzasnął drzwi nogą i oparł się o nie,
żeby nie można było ich otworzyć od wewnątrz.
Przyciągnął ją do siebie i pocałował tak nieoczekiwa-
nie, że tylko cicho krzyknęła, zanim do niej przywarł.
Jego pocałunek był namiętny, długi i delikatny. Całował
ją tak, jakby czekał na tę chwilę przez całe życie,
a przestał tylko dlatego, że Anna zaczęła się dobijać od
środka.
 Nie lubię czekać  oznajmił w formie lapidarnego
wyjaśnienia i pociągnął Sophie za sobą na schody i do
samochodu.
 Dokąd jedziemy?  spytała zadyszana, kiedy uru-
chomił silnik.
 A dokąd byś chciała?
 Jak najdalej stąd  westchnęła.  Powiedz mi tylko,
czy chodzi o pracę, czy o przyjemność.
 Pracę zostawmy na jutro.
 A dzisiaj?  dopytywała się.  Dokąd mnie zabie-
rasz?
 Pojedziemy tam, gdzie możemy być sami. Chyba
że masz lepszy pomysł.
 Nie  zaprzeczyła pospiesznie.  Byle tylko nie-
zbyt daleko.
 Zatem w drogę.  Wcisnął pedał gazu.
Dojechali do końca wąskiej ścieżki i musieli wysiąść,
by dalej pójść o własnych siłach. Wreszcie dotarli do
skalnej półki z widokiem na dolinę. Panowała idealna
cisza, byli odizolowani od ludzi i mogli podziwiać
niepowtarzalny krajobraz z Andami w tle.
100 SUSAN STEPHENS
Nagle Xavier pociągnął Sophie na ziemię.
 Nie ruszaj się  nakazał szeptem.
 Co jest?  mruknęła.
 Patrz tam... W kierunku szczytu.
Odetchnęła głęboko. Nawet z tak dużej odległości
widzieli, że ptak jest ogromny.
 Czy to kondor?  spytała z niedowierzaniem.
 Tak. Póznym popołudniem przybywają tutaj na
łowy. Patrz, leci drugi.  Usadowili się na miękkim łóżku
z mchu, a Xavier powoli zaczął rozpinać jej bluzkę.
 Xavier...
 Tak?
Nie mogła ?owić, bo właśnie do końca rozpiął jej
bluzkę i obsypywał pocałunkami miękkie wzgórki piersi.
 Co się stało?  ponowił pytanie.
 Nie wiem, czy powinniśmy się tak spieszyć  wes-
tchnęła.
 Mam przestać, Sophie?  zamruczał.
 Nie, nie przestawaj.  Pogłaskała go po włosach.
Pocałował ją w usta, głęboko i namiętnie.
Poruszyła się niespokojnie i usiadła, by zedrzeć z sie-
bie bluzkę i rozpiąć stanik. Uwolnione z koronek piersi
sprawiały wrażenie dużych na tle smukłej postaci; So-
phie popatrzyła na Xaviera i z satysfakcją wsłuchała się
w jego przyspieszony oddech. Miała świadomość, że to
ona tak na niego działa. Po raz pierwszy widział ją nagą
od pasa w górę. Z przyjemnością poddała się jego
pieszczotom, gdy wziął jej piersi w dłonie, by lepiej je [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • razem.keep.pl