[ Pobierz całość w formacie PDF ]

-
I co, Elezarze, Władca wraca do swego ludu, prawda? Uważnie pilnuję słów
proroctwa: Nie zostanie odjęte berło od Judy ani laska pasterska zabrana spośród jego kolan, aż
przyjdzie ten, do którego ono należy.
Jasnowłosy oficer w ciszy słuchał młodego Polaka. Natomiast chłopak kontynuował swoje
rozważania:
-
Może cię zaskoczę, ale powiem ci prawdę. Szkoda, że moja misja się kończy.
Chciałbym pozostać tu jeszcze trochę. Jestem ciekaw, co porabia młody Samuel i co się stanie, gdy
Arka powróci na miejsce.
-
To dobrze, Szymonie, że nie chcesz jeszcze wracać do swego świata, bo...
-
Bo co?! - zaintrygowany chłopak domagał się szybkich wyjaśnień.
-
Bo to jeszcze nie jest koniec twej misji.
-
Jak to?!
-
Przypomnij sobie dalsze słowa proroctwa: Przywidze on swego osiołka w winnicy i zrebię ośle u
winnych latorośli. Czy widzisz tu jakiegoś osiołka?
-
No fakt, idą krowy - przyznał Szymon.
102
-
Skoro jesteś ciekaw, co się dzieje u Samuela, pójdziemy mu na spotkanie i to już na jawie.
Wejdziemy w jego świat.' Będziesz dla niego widzialny i porozmawiacie sobie jak ludzie. W jego
świecie w końcu wypełnisz swą misję. Czy jesteś gotów?
-
Ale tak od razu, już teraz?
-
Tak, teraz!
Nagle Szymon dostrzegł, że spod wieka Arki znów wydostaje się tajemniczy dym. Szary obłok sączył
się nad ziemią właśnie w jego kierunku. Ogarnął stopy chłopaka, wzniósł się do kolan, potem do
pasa, aż w końcu zamknął całego Polaka w swym wnętrzu. Szymon już nic nie widział, a wszelkie
dzwięki z zewnątrz przestały do niego docierać. Zrobiło się spokojnie i przyjemnie.
Rozdział 13
Poszukiwane oślice
Najpierw Szymon zdał sobie sprawę, że coś słyszy - jakieś rytmiczne głośne bzyczenie.
Dzwięk ów nasilał się, to znów słabł - i tak w kółko.  To chyba świerszcze, tyle że bardzo głośne" -
pomyślał chłopak i otworzył oczy. Stał teraz na niewielkim wzgórzu, a u jego stóp rozpościerała się
rozległa łąka. Nad nią, niczym miękka przezroczysta kołdra, ścieliła się poranna mgła. Wśród
niskich, mlecznych obłoków wyłaniały się grube, kudłate zwierzęta.
Było ich bardzo wiele. Jedne miały szare futra, inne białe, zaś nieliczne były czarne. Zewsząd
dochodziło miłe beczenie. Szymonowi natychmiast przypomniały się wakacje u krewnych na wsi.
Polak ujrzał w swej dłoni gruby sękaty kij. Przyjrzał się dokładnie swej ręce i...
- Moja ręka! - krzyknął przestraszony. Podwinął rękaw. Zaskoczony, obejrzał całe ramię.
Zaczął oglądać
105
się, zaczynając od przodu. Po chwili wykręcił się do tyłu, próbując dojrzeć plecy. Uniósł
długą koszulę, aby odsłonić łydki i uda.
-
Jak ja wyglądam? Ten dym sączący się z Arki musiał mnie chyba tak odmienić.
-
Jak odmienić? - usłyszał za sobą znajomy głos.
-
Co się ze mną stało, Elezarze? Spójrz: mam wielkie, owłosione łapska, a nogi są grubsze niż u
mojego taty. Mam też jakieś obrzydliwe kudły na piersiach.
-
Stało się z tobą to, o czym marzy chyba każdy chłopak. Przybyło ci kilka centymetrów w bicepsie.
Jesteś większy, cięższy i starszy.
-
Naprawdę? - młody Polak był zachwycony.
-
Tak, możesz się przejrzeć w tym małym stawie. Sprawdz, jak wyglądasz.
Szymon natychmiast rzucił kij i pobiegł w kierunku wody. Padł na kolana i wysunął głowę nad jej
powierzchnię. Oglądając w wodzie swe odbicie, poczuł wielkie zadowolenie.
-
Więc tak będę kiedyś wyglądał? - zawołał do Ele-zara.
-
Już tak wyglądasz.
-
Ile mam lat?
-
Skończyłeś szesnaście.
-
Cały czas nie mogę w to uwierzyć! To zbyt piękne, żeby było prawdziwe! - chłopak podniósł się i
podszedł do swego wielkiego przyjaciela. - Dzięki, drogi Elezarze. Naprawdę, spełniłeś moje
marzenie! - Następnie Szymon przymrużył oczy i dodał: - Chciałbym te-106
raz spotkać tych leszczy, którzy zaczepiali mnie w szkole - uśmiechnięty wyprostował się i westchnął
głęboko. Potem rozejrzał się wokoło i zapytał:
-
Co my tu właściwie robimy?
-
Pasiemy owce - wyjaśnił ze spokojem Elezar.
-
Coś ty? W takim razie pierwszy raz w życiu jestem pasterzem. A gdzie jesteśmy?
-
To jest pastwisko Kiszą, z pokolenia Beniamina. Jego syn właśnie zbliża się do nas.
Teraz i Szymon go dostrzegł. Szybkim krokiem szedł ku nim wysoki, silnie zbudowany mężczyzna o
szerokich ramionach. Był dorosły, poruszał się bardzo sprężyście, jakby uprawiał jakiś sport.
Przemierzał łąkę długimi krokami.
-
Elezarze! - wołał z daleka. Gdy był jeszcze w sporej odległości, już zaczął opowiadać, co się
wydarzyło.
-
Zginęły oślice mojego ojca! - wołał.
-
Oślice? - zdziwił się Polak. - I to jest jakiś poważny problem? - zapytał półgłosem swego
jasnowłosego przyjaciela.
-
Witaj Saulu, synu Kiszą! - zawołał na powitanie oficer Armii Zwierzchności,
pracujący teraz jako pasterz. - Widzę po twoim zdenerwowaniu, że to były jakieś cenne zwierzęta.
-
Bardzo cenne! - potwierdził Saul i stanął zdyszany naprzeciw swych towarzyszy. Był
bardzo wysoki. Niewiele ustępował wzrostem Elezarowi. Polak, mimo że urósł ostatnio w
ekspresowym tempie, sięgał czubkiem głowy zaledwie do brody przystojnego mężczyzny.
107
-
Te oślice to rozrodcze samice dla wszystkich stad mego ojca. Wiesz, że słynie on z hodowli [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • razem.keep.pl