[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Steppera za Moiraine i Lanem na stały grunt. Ogromna sylwetka Kamienia Azy
znajdowała się po ich lewej stronie, cienie kładły się na niej w taki sposób, że po-
mimo powiewającego na szczycie wielkiego sztandaru; wyglądała niczym zwykła
góra. Nie miał ochoty przyglądać się Kamieniowi, ale było zupełną niemożliwo-
ścią spoglądanie na miasto i nie dostrzeganie go.
 Czy on już tu jest? Zwiatłości, jeżeli spróbował dostać się do środka t e g o,
to może już być martwy.
A wtedy wszystko na nic.
 Czego tutaj szukamy?  dobiegł go z tyłu głos Zarine. Nie przestała za-
dawać pytań; po prostu nie kierowała ich już do Aes Sedai ani do Strażnika. 
W Illian napotkaliśmy Szarych Ludzi i Dziki Gon. Co takiego jest w Azie, że. . .
że ktoś pragnie tak zdecydowanie zagrodzić ci do niej dostęp?
Perrin ostrożnie rozejrzał się dookoła; dokerzy, którzy w pobliżu przerzucali
ładunek, zdawali się niczego nie słyszeć. Pewien był, że gdyby było przeciwnie,
potrafiłby wyczuć woń ich strachu. Ugryzł się w język, tłumiąc gorzką uwagę,
którą miał właśnie ochotę wypowiedzieć. Zarine miała szybsze riposty i ostrzejszy
język.
221
 Mam nadzieję, że nie podchodzisz do tego zbyt ochoczo  zagrzmiał Lo-
ial.  Wydaje ci się chyba, że wszystko odbędzie się równie łatwo jak w Illian.
 Aatwo?  wymamrotała Zarine.  Aatwo! Loial, dwa razy w ciągu jed-
nej nocy omal nie zostaliśmy zabici. Samo Illian mogłoby stanowić temat pieśni
o Myśliwym. Co cię skłoniło, żeby określać to słowem  łatwe ?
Perrin skrzywił się. Wolałby, żeby Loial nie wymawiał imienia Zarine, wciąż
mu to przypominało, że Moiraine uznała ją za sokoła z przepowiedni Min. Ale to
i tak nie mogło powstrzymać go przed podejrzeniami, iż to właśnie ona jest ową
piękną kobietą, przed którą z kolei tamta go ostrzegała.
 Przynajmniej nie natknąłem się jeszcze na jastrzębia. Ani na Tuatha ana
z mieczem! To byłoby najdziwniejsze ze wszystkiego!
 Przestań zadawać pytania, Zarine  powiedział, wskakując na siodło Step-
pera.  Dowiesz się, po co tutaj przybyliśmy, kiedy Moiraine uzna za stosowne
cię poinformować.
Dokładał wszelkich starań, by nie patrzeć w stronę Kamienia.
Zwróciła w jego stronę swe ciemne oczy o nakrapianych tęczówkach.
 Nie sądzę, żebyś ty również wiedział, dlaczego, kowalu. I wydaje mi się, że
nie powiesz mi właśnie dlatego, bo nie potrafisz. Przyznaj się, wiejski chłopcze.
Z lekkim westchnieniem wyjechał z doków, kierując się w ślad za Moiraine
i Lanem. Zarine nie atakowała Loiala w tak ostry sposób, kiedy ten odmawiał
odpowiedzi na jej pytania. Uznał, że ona próbuje wymusić na nim, by nazywał ją
tym imieniem. Nie będzie tego robił.
Moiraine przytroczyła nasycony oliwą płaszcz za swoim siodłem, na szczycie
niewinnie wyglądającego zawiniątka, w którym mieścił się sztandar Smoka, ale
pomimo upału nałożyła błękitny, lniany płaszcz z Illian. Jego głęboko wycięty,
szeroki kaptur osłaniał jej twarz. Pierścień z Wielkim Wężem zwisał z szyi na
rzemyku, schowany pod suknią. Aza, jak oznajmiła, nie zakazuje obecności Aes
Sedai, lecz tylko przenoszenia Mocy, jednakże Obrońcy Kamienia uważnie śledzą
każdą kobietę, która nosi pierścień. Podczas swej wizyty w Azie nie chciała być
poddawana ciągłej inwigilacji.
Lan spakował do juków swój zmienno kolorowy płaszcz już dwa dni wcze-
śniej, kiedy stało się jasne, że ktoś wysłał za nimi Psy Czarnego. . .
 Sammael , pomyślał Perrin z drżeniem, potem starał się nie przypominać
sobie tego imienia. . .
. . . ktokolwiek więc wysłał je, zrezygnował już z dalszego pościgu. Strażnik
nie poddawał się panującemu w Illian upałowi, podobnie więc postąpił wobec
znacznie lżejszej pogody, jaka panowała w Azie. Szarozielony kaftan przez cały
czas zapinał na wszystkie guziki.
Perrin nosił swój kaftan do połowy rozpięty, a kołnierz koszuli rozwiązywał.
W Azie mogło być nieco chłodniej niż w Illian, ale wciąż było tu równie gorąco
jak w Dwu Rzekach w pełni lata, a jak zawsze po deszczu, wilgoć obecna w po-
222
wietrzu czyniła upał jeszcze trudniejszym do zniesienia. Topór wisiał w pętli przy
wysokim łęku jego siodła. Tam był pod ręką w razie potrzeby, jednak Perrin lepiej
się czuł, nie mając go zbyt blisko siebie.
Zaskoczyło go błoto na pierwszej ulicy, w którą wjechali. Gliniaste ulice spo-
tykało się przecież tylko w wioskach i małych miasteczkach, przez które dotąd
przejeżdżał, a Aza należała do największych miast. Jednak jej mieszkańcy zdawa-
li się tym nie przejmować, wielu wędrowało boso. Kobieta, która przeszła obok,
miała na nogach małe drewniane deseczki, na chwilę przyciągnęło to jego uwagę
i zastanawiał się przez moment, dlaczego wszyscy takich nie noszą. Workowate
spodnie, które wdziewali mężczyzni, wydawały się znacznie bardziej przewiewne
od tych, które sam nosił, nie miał jednak wątpliwości, że gdyby takowe założył,
czułby się jak głupiec. Wyobraził sobie obraz samego siebie w takich spodniach
oraz w jednym z tych słomkowych kapeluszy i zachichotał.
 Co takiego cię tutaj śmieszy, Perrin?  zapytał Loial. Jego uszy przy-
klapły tak, że pędzelki zupełnie skryły się we włosach, spoglądał zmartwionym
wzrokiem na ludzi na ulicach.  Oni wyglądają na. . . pokonanych, Perrin. Kiedy
odwiedziłem to miejsce po raz ostami, wszystko wyglądało inaczej. Nawet ludzie,
którzy pozwolili, aby ich gaj został wycięty do ostatniego drzewka, nie zasłużyli
na taki los.
Kiedy Perrin zaczął uważniej przyglądać się twarzom, zamiast patrzeć na
wszystko od razu, stwierdził, że Loial ma rację. Z twarzy mieszkańców Azy coś
jakby zniknęło. Być może, nadzieja. Ciekawość. Potrafili ledwie obdarzyć nie-
uważnym spojrzeniem przejeżdżające obok towarzystwo, dbali tylko o to, by usu-
nąć się koniom z drogi. Ogir, który dosiadał rumaka wielkiego jak koń pociągowy,
w ich oczach najwyrazniej nie różnił się niczym od Lana lub Perrina.
Wkrótce przejechali przez bramy wykonane w wysokim, szarym murze ota-
czającym miasto, ścigani twardymi spojrzeniami ciemnych oczu żołnierzy w na-
pierśnikach nałożonych na czerwone kaftany z szerokimi rękawami zakończa-
nymi wąskimi, białymi mankietami. Na głowach mieli okrągłe hełmy z okapem
i grzebieniem. Wygląd ulic tutaj się zmienił, pojawiły się szerokie, kamienne
chodniki. %7łołnierze zamiast workowatych spodni jakie nosili wcześniej spotka-
ni mężczyzni, mieli dopasowane bryczesy, wpuszczone w wysokie do kolan buty.
Zmarszczyli brwi na widok miecza Lana, palce spoczęły na rękojeściach broni,
topór i łuk Perrina również spotkały się z ostrymi, taksującymi spojrzeniami, ale [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • razem.keep.pl