[ Pobierz całość w formacie PDF ]

W milczeniu spojrzała mu prosto w oczy. Wie, o czym mówię, uznał.
Na twarzy Lucy zobaczył nagle wyzwanie. Od razu domyśliła się, o co
Boone ją poprosi, a właściwie co jej rozkaże. Nie miała jednak pojęcia, na
ile serio traktował swoje słowa. Czy grozbę zamierza wprowadzić w
czyn?
Teraz rozpoczyna się zabawa, uznał Boone z satysfakcją. Przekona-
nie się, jak daleko Lucy będzie w stanie się posunąć, sprawi mu niezłą
frajdę.
- Odstaw kosz z bielizną - powiedział.
Bez najmniejszego wahania wykonała polecenie.
- Chodz tutaj.
Tym razem miała opory.
- Bliżej.
Podeszła. Z wysoko uniesioną głową. Stanęła przed Boone'em.
Znacznie niższa, miała przed oczyma nie jego twarz, lecz guziki koszuli.
W promieniach słońca wpadających przez okna jej czarne włosy nabrały
niebieskiego połysku. Pachniała świeżą bielizną, rozgrzaną w letni
dzień.
Boone wmawiał sobie, że robi to tylko dlatego, żeby wystraszyć Lu-
cy Dolan i raz na zawsze się jej pozbyć. Tak naprawdę jednak motywy
jego postępowania były zupełnie inne. Pożądał tej kobiety. Pragnął jej
bardziej niż czegokolwiek na świecie.
- Popatrz na mnie - odezwał się łagodnym głosem.
Uniosła głowę, żeby napotkać jego wzrok. Miała ogromne, rozszerzone
oczy, lekko zaróżowioną skórę i pełne, czerwone wargi.
- Pocałuj mnie - polecił.
Lekko rozchyliła usta, tak jakby chciała coś powiedzieć, lecz szybko
się rozmyśliła. Objęła Boone'a za szyję, wspięła się na palce, przechyliła
głowę, zamknęła oczy i... i przyłożyła wargi do jego ust. Pocałunek był
99
S
R
delikatny jak muśnięcie skrzydłami motyla. Boone'owi zaostrzył ape-
tyt.
Właśnie zamierzał odwzajemnić pieszczotę, gdy nagle Lucy odsunęła
się, opuszczając ręce. Oddychała szybko i nierówno.
- Pocałowałam cię - powiedziała zmienionym głosem.  To powin-
no wystarczyć.
- Niezupełnie - zaprotestował Boone.
Oczy Lucy zrobiły się jeszcze większe.
Nabrał głęboko powietrza i wyrównał przyspieszony oddech.
- Rozepnij swoją koszulę - polecił.
- Co takie...?
- Rozepnij.
- Ale...
- Jesteś moją niewolnicą - przypomniał surowo. - Rób, co każę.
Przymknęła powieki. W jej oczach zobaczył podejrzliwość, a zara-
zem wyzwanie. Ucieszył się, gdy podniosła rękę i rozpięła koszulę pod
szyją. Zrobiła to ze wszystkimi guzikami, do samego dołu. A potem, nie
proszona, wyciągnęła ze spodni poły koszuli. Opuściła ręce.
Już wówczas, gdy rozpinała trzeci guzik, Boone poczuł ucisk w gar-
dle. Miał przed sobą kobietę w męskim, roboczym ubraniu. Liczył na to,
że pod szorstką tkaniną dostrzeże zaraz przyzwoitą damską bieliznę.
Spełniły się jego oczekiwania. Ujrzał rąbek malinowej koronki, nie-
wiele ciemniejszej niż rumieniec, który pokrył dekolt Lucy.
- Jeszcze - zażądał Boone. Wodził wzrokiem za jej ręką.
- Chcę zobaczyć więcej.
Odchyliła poły koszuli. Nie odrywała wzroku od twarzy Boone a.
- Zdejmij - polecił.
Zrzuciła koszulę na ziemię. Boone poczuł przypływ pożądania. Spod
100
S
R
przezroczystej koronki przebijały sterczące sutki. Napięte piersi doma-
gały się uwolnienia z cienkiej tkaniny.
- A teraz dżinsy - powiedział szorstko.
- Dżinsy? - Głos Lucy miał niskie brzmienie. Nasuwało to podejrze-
nie, że jest podniecona, podobnie jak Boone.
Zawahała się na krótko. Potem powoli rozpięła suwak na brzuchu.
Boone zobaczył skąpe majteczki z takiej samej koronki, co biustonosz.
Lucy usiadła na brzegu łóżka, aby zdjąć buty i skarpetki. Zaraz potem
się podniosła. Zsunęła spodnie i zostawiła je na podłodze. Przez cały
czas wpatrywała się w Boone'a.
Stała teraz przed nim z wysoko uniesioną głową i malującym się w
oczach wyzwaniem. Oddychała szybko i nierówno. Falowała jej pierś.
Boone spostrzegł, że podobnie jak on sam, jest trochę przestraszona.
Chyba zdecydowała się posunąć dalej, niż to sobie wyobrażał. Na tę
myśl ogarnęła Boone'a następna fala pożądania.
Ta kobieta była jego niewolnicą. Pragnął posiąść ją całą. Ciało,
umysł i duszę. Uznał, że tak będzie sprawiedliwie. Był przekonany, że po
tym, gdy nastąpi zbliżenie, ta kobieta całkowicie nim zawładnie.
Z trudem wydobył głos.
- Podejdz - powiedział. - I pocałuj. Tym razem zrób to jak należy.
Lucy nerwowo przełknęła ślinę. Nie potrafiła opanować przy-
spieszonego bicia serca. Jeszcze nigdy nie była aż tak podniecona. Czuła
ogarniającą ją falę gorąca. W tej chwili liczył się tylko Boone. Pragnęła
go. Chciała posiąść tego mężczyznę na zawsze.
A gdyby okazało się, że z jego strony jest to tylko okrutny żart,
chybaby go zabiła.
W strażackim mundurze przyozdobionym insygniami kapitana wy-
glądał poważnie. I władczo. Przytłaczał Lucy potężną sylwetką. Biel ko-
szuli sprawiała, że jego oczy wydawały się jeszcze bardziej zielone i
101
S
R [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • razem.keep.pl