[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Odsunęła się, żeby mógł swobodnie wejść do środka, i mocniej
przewiązała szlafrok. Nogi się pod nią uginały. Pomyślała z ulgą, iż dobrze się
stało, że detektyw czuwał pod jej domem. I że teraz jest w środku. Czuła się
kompletnie wyczerpana, psychicznie i fizycznie. Potrzebowała kogoś, kto
przejąłby inicjatywę.
- W sypialni? - Griffin trzymał broń w pogotowiu. Skinęła głową.
- Lustro. - Przeszli do sypialni.
Griffm wpatrywał się w napis, a potem obejrzał cały pokój.
- Wezwę ekipę śledczą i poproszę kapitana o ochronę dla twojej rodziny.
Kiedy wybierał numer, Ivy mówiła:
- Siostry z pewnością natychmiast opuszczą miasto. Mają dzieci i muszą
je chronić. A ja zostanę na noc u mojej przyjaciółki Alanny. Tej policjantki,
którą poznałeś w kościele. Obie damy sobie radę, gdyby coś się działo.
Podniósł rękę, kiedy rozmawiał z kapitanem. Ivy wcale nie odetchnęła z
ulgą, gdy na moment przestał ją zasypywać pytaniami. Ilekroć uwaga detektywa
nie koncentrowała się na niej, czuła się... jakoś mniej bezpiecznie. Tymczasem
Griffin zamknął swój telefon komórkowy.
- Ivy, szczerze mówiąc, chciałbym, żebyś dzisiaj została ze mną. Declan
jest gdzieś w pobliżu i jak widać nie brakowało mu tupetu, żeby się włamać do
twojego domu i rzucać pogróżki. Ja mieszkam raptem parę przecznic od
swojego komisariatu. Mam dwie sypialnie, więc możesz spać w jednej z nich.
Zmierzyła go wzrokiem.
- Czy jestem przynętą? Chcesz, żebym doprowadziła do ciebie Declana?
- Nigdy bym nie użył ciebie jako przynęty, Ivy. Chcę cię chronić. Declan,
jak wszystko na to wskazuje, popełnił morderstwo i może w każdej chwili
zaatakować ciebie.
- Ale dlaczego? Przecież ja nic nie wiem. To oczywiste. Nawet nie
rozumiem, co według niego mogłabym ci powiedzieć.
- Najwyrazniej jest pewien, że ty coś wiesz. - Griffin wpatrywał się w Ivy.
Czy nadal uważał, że ona i Declan są wspólnikami?
- Powiedz mi prawdę, Fargo. Czy myślisz, że miałam coś wspólnego z
zamordowaniem Jennifer Lexington?
Zły byłby ze mnie detektyw, gdybym zaprzeczył. Wiesz o tym, Ivy.
Naturalnie, biorę pod uwagę, że możesz być w to zamieszana. Ty i Declan,
spółka naciągaczy wyłudzająca pieniądze od kobiet. Ty nie masz sumienia, więc
akceptujesz to, że on uwodzi kobiety, by móc je poślubić i położyć łapę na ich
majątkach.
- Nie mam sumienia. No, pewnie - warknęła. - Jestem policjantką, Griffin.
Wzruszył ramionami.
- Nigdy nie słyszałaś o umoczonych gliniarzach? Istnieje specjalny
wydział, zajmujący się tropieniem takich ludzi.
- A więc winny, dopóki nie udowodni się niewinności. - Zmarszczyła
czoło.
- Ja tylko biorę pod uwagę wszystkie tropy, wszystkie możliwości. To jest
chyba fair?
- Wystarczająco fair - odparła. - Tylko nie marnuj na mnie swojego czasu.
- Nie sądzę, żeby jakikolwiek czas spędzony z tobą był zmarnowany.
Spojrzała na Griffina zaskoczona, ale on się odwrócił. Nagle uświadomiła
sobie, że stoi przed nim w szlafroku.
- Pójdę się przebrać.
- Szczerze mówiąc, wolałbym, żebyś nie dotykała niczego w swojej
sypialni, dopóki nie zbada jej ekipa śledcza.
Kiwnęła głową. Czuła się głupio, paradując w takim stroju, co prawda we
własnym domu, ale przed obcym mężczyzną. Obcym? Niezupełnie. Gdyby
poślubiła Declana, Griffin zostałby jej szwagrem. Oczywiście nawet by się ze
sobą nie poznali. Declan na pewno zrobiłby wszystko, żeby utrzymać swoją
przeszłość w całkowitej tajemnicy.
Nie chciał zamieścić w prasie zawiadomienia o ślubie.  Moja miłość do
ciebie to sprawa prywatna, bardzo osobista", mówił.  Byłoby wręcz wspaniale,
gdybyśmy mogli uciec do Włoch, tylko ty i ja. Ale wiem, jakie to dla ciebie
ważne, żeby na ślubie były twoje siostry".
To tylko jedno z wielu niby to romantycznych wyznań Declana. A ona
dała się nabrać na wszystkie. Jasne, że nie chciał, aby jego nazwisko znalazło się
w gazecie. A ściślej, prawdziwe nazwisko, które nosił do osiemnastego roku
życia. I można by je znalezć dzięki internetowym wyszukiwarkom, a Ivy nie
miała wątpliwości, że Griffin Fargo sprawdzał wszystkie nazwiska, pod jakimi
znał Declana.
- Być może wiesz o Declanie więcej, niż sobie uświadamiasz, Ivy. Poza
tym on mógł ukryć jakieś rzeczy w twoim domu albo podszywać się pod twoje
nazwisko. No i jest jeszcze pytanie, co miał przeciwko niemu twój ojciec. To, że
nie chciał ci powiedzieć o swoich zastrzeżeniach, każe mi sądzić, że Declan mu
groził. Może w taki sposób, jak tutaj - dodał, pokazując lustro.
Ivy poczuła zimny dreszcz na plecach.
- Myślisz, że Declan zagroził, że zabije mnie i moje siostry, jeśli ojciec
nie dopuści do ślubu?
- Może. - Griffin przeczesał palcami gęste, ciemne włosy. - Nie
podawałbym tego w wątpliwość.
- Ale dlaczego? Przecież Declan doskonale wiedział, że William
dopilnuje, żeby nie dostał... żebyśmy nie dostali ani grosza z jego pieniędzy.
Griffin włożył lateksowe rękawiczki i badał uważnie miejsca obok lustra,
szukając jakichkolwiek śladów.
- Nie wiadomo, czym Declan go szantażował. Ustalimy to - dorzucił.
Przerwał pracę i spojrzał na Ivy. - Wiesz, Ivy, istnieje również duże
prawdopodobieństwo, że Declan naprawdę cię kochał. Mógł zupełnie
niespodziewanie zakochać się w tobie. Być może Jennifer Lexington
dowiedziała się o twoim istnieniu, o ślubie; zagroziła, że powie ci o sobie, a on
ją zabił, żeby sprawa się nie wydała.
- Czy to ma sprawić, że lepiej się poczuję? - zapytała. Uśmiechnął się
współczująco i kontynuował oględziny sypialni. Ivy na moment zamknęła oczy.
- W jakimś równoległym świecie właśnie przeżywałabym swój miesiąc
miodowy. Kochałabym się. Pływałabym przy świetle księżyca.
- Przykro mi - powiedział. - Za tamtą część. Za część, która miała być
rzeczywista, niewinna i szczera.
Zerknęła na niego zaskoczona, że ją rozumiał.
- Tak, mnie też jest przykro. Po prostu chciałam przez chwilę po-użalać
się nad sobą.
Griffin uśmiechnął się; nie był to uśmiech wylewny, ale z całą pewnością
szczery, i przez chwilę Ivy czuła się... mniej osamotniona, jakby ktoś ją chronił.
Akurat. Griffin chciał dopaść Declana. Ona była dla niego środkiem,
który prowadził do celu. Powinna o tym pamiętać. Spojrzała na torbę z suknią w
głębi garderoby.
- Obiecałam komuś swoją suknię ślubną i mam ją podrzucić jutro z
samego rana.
Popatrzył na nią ze zdumieniem.
- Myślałem, że wszystkie panny młode przechowują swoje suknie ślubne
przez sto lat. Ale rozumiem, dlaczego nie chcesz zachować swojej.
Uśmiechnęła się.
- Prawdę mówiąc, już wcześniej obiecałam, że ją oddam. Parę dni temu
pewnej dziewczynie ukradziono suknię ślubną prosto z samochodu. Wyobrażasz
sobie coś podobnego?
- Ivy, ja wszystko potrafię sobie wyobrazić - odparł, nie spuszczając z niej
wzroku. - A więc postanowiłaś podarować tej dziewczynie swoją suknię?
Skinęła głową i opowiedziała o Laurze.
Nie wątpiła, że Griffin próbuje ją rozgryzć, zastanawia się, czyni
założenia. Może już tworzy portret psychologiczny: Potencjalna podejrzana i
oszustka, Ivy Sedgwick, należy do kobiet, które się zakochują w przystojnych
oszustach i oddają suknie ślubne każdej napotkanej na ulicy płaczącej kobiecie.
- Może zostaniemy tu na dzisiejszą noc - zaproponował. - Będziemy
przebywać w salonie, żeby ludzie z ekipy śledczej mogli robić swoje, a potem,
kiedy dostarczysz tę suknię, od razu pojedziemy do miasta.
Zamierzał zostać tutaj? W jej domu? Mieli spać we dwoje na jej miękkiej
kanapie?
- Wstawię wodę na kawę - oświadczyła.
- Znam się nie najgorzej na kuchni - powiedział. - Ty się odpręż, a ja [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • razem.keep.pl