[ Pobierz całość w formacie PDF ]

By otrząsnąć się z ponurego nastroju, pokręciła głową i zajęła się rachunkami.
Część zapłaci, część musi poczekać. A na jej koncie zostanie dwadzieścia siedem
dolarów i czterdzieści centów. Wtedy skorzysta z funduszu nadzwyczajnego. Po to
przecież takie fundusze są. Za miesiąc chłopcom będą potrzebne nowe buty, a
dwadzieścia siedem dolarów na to nie wystarczy. To najlepszy dowód, że godząc się na
tę książkę, postąpiła słusznie. Kiedy urodzą się zrebaki...
Dość. Zdecydowanym ruchem zamknęła zeszyt i poskładała papiery. Nie da się
wciągnąć w pułapkę. Nie będzie więcej rozmyślać o pieniądzach. Wie, że na razie
wystarczy.
Westchnęła ciężko, oparła się o poduszki i zapatrzyła w sufit. Choćby nie wiem jak
chciała, nie miała sił, by wziąć się za szorowanie podłogi czy za cokolwiek innego z
długiej listy codziennych zajęć. Nie zamierzała jednak wegetować. Kiedy ostatnio miała
wolną sobotę? Na samą tę myśl zachciało jej się śmiać. A ile razy o niej marzyła? Tak,
spełniło się wreszcie jedno z jej marzeń, a ona wcale nie była zachwycona.
Położyła się na boku i jej wzrok padł na leżący na stoliku termometr. Zlekceważyła
go. Ale obok stał telefon. Wzięła go po chwili wahania. Przecież zapłaciła właśnie
większość rachunków, prawda? Czy to nie najlepsza chwila na odrobinę ekstrawagancji?
Głos w słuchawce odezwał się dopiero po trzecim sygnale.
2
- Cześć.
Już samo jego brzmienie sprawiło jej przyjemność.
- Maddy!
- Abby! Super. Właśnie myślałam o tobie! - Maddy terkotała jak katarynka. - To
telepatia. Podobno zdarza się to u trojaczków. Co słychać?
- Mam grypę i czuję się bardzo biedna.
- Maleńka... Leżysz grzecznie w łóżku? Pamiętasz, żeby pić? Założę się, że nie
wzięłaś ani jednej z tych witamin, które ci przysłałam.
- Owszem, wzięłam. - Zażyła w sumie pięć, po czym fiolka wylądowała na dnie
szuflady. - Dziś czuję się już nawet trochę lepiej.
Maddy ominęła leżący na środku pokoju but i usiadła na kupce gazet.
- A jak potwory?
- Cudownie. Nienawidzą szkoły, często nienawidzą siebie nawzajem, rozrzucają
ubrania i zabawki po całym domu i rozśmieszają mnie co najmniej sześć razy dziennie.
- Szczęściara z ciebie.
- Wiem. Opowiedz mi o Nowym Jorku, Maddy. Chcę się na moment od
wszystkiego oderwać.
- W zeszłym tygodniu mieliśmy trochę śniegu. Było przepięknie. - Maddy rzadko
zauważała, jak szybko przemieniał się on w szarą breję. - Miałam wolny dzień i poszłam
na spacer do Central Parku. Było jak w bajce. Nawet złodziejaszki wpadły w zachwyt.
Nie ma sensu jej przypominać, że takie samotne spacery nie są zbyt rozsądne.
- Jak idzie sztuka?
- Chyba moglibyśmy ją grać bez końca. Wiesz, że mama z tatą wpadli tu w
zeszłym miesiącu? Mieli parę koncertów w Catskills i namówiłam ich na objazd
Manhattanu. Tata strasznie pokłócił się z choreografem.
- Wyobrażam sobie. Jak się mają?
- Im są starsi, tym wydają się młodsi. Nie mam pojęcia, jak oni to robią. Abby, a jak
sprawy z książką? - Tylko siostra wyczuła, że powiedziała to po chwili wahania.
- Dobrze. - Abby starała się mówić spokojnie i obojętnie. - Nawet przyjechał już
3
pan pisarz.
- Wszystko w porządku?
- Tak.
- Szkoda, że nie zaczekałaś, aż któreś z nas mogłoby do ciebie przyjechać.
- To bez sensu. Ale tęsknię za wami, za tobą i Chantel, i mamą, i tatą. I Trace'em.
- Dostałam telegram.
- Od Trace'a? Gdzie tym razem jest?
- W Maroku. Chciał mnie poinformować, że pokazał moje zdjęcie jakiemuś
szejkowi i facet ofiarował mu za mnie dwanaście wielbłądów. Dobre, co?
- Przyjął?
- Wcale by mnie to nie zdziwiło. Wiesz co? Zastanawiam się, czy nie wycofać się
już z tego przedstawienia.
- Dlaczego? Mówiłaś, że moglibyście je grać bez końca.
- Tak, i o to chodzi. To dla mnie za łatwe. Od roku nic nowego. - Nurkując pod
stojący obok stolik, Maddy wydobyła klips, który dawno uznała za zgubiony na zawsze. [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • razem.keep.pl