[ Pobierz całość w formacie PDF ]

wspominać o tym, co się stało? Spróbować go przeprosić za swoje
niestosowne zachowanie?
Zapukała.
- Proszę wejść.
Otworzyła drzwi i ujrzała Elana siedzącego jak król na tronie.
Wyglądał, jakby był zaskoczony jej widokiem, chociaż musiał się
przecież jej spodziewać.
- Saro.
Przełknęła ślinę. - Tak?
Patrzył na nią. Mięśnie jego twarzy były napięte, a wzrok
ponury.
- Czuję, że jestem ci winien przeprosiny za to, co się
wydarzyło w zeszłym tygodniu.
Sara wstrzymała oddech. Zwolni ją czy nie?
- Jesteś tu bardzo cenioną pracowniczką. Myślę, że byłoby
najlepiej, gdybyśmy już nie wracali do tego, co się stało.
Ach tak! Czyli Elan chciał o tym zapomnieć. Powinna się
cieszyć, że jej nie zwalnia, tymczasem rozczarowanie niemal
zwaliło ją z nóg. Ale czego się właściwie spodziewała? %7łe będzie
chciał kontynuować intymną relację ze swoją podwładną?
- Tak - odrzekła, nie okazując uczuć. - Dziękuję.
S
R
Dostrzegła, że się wzdrygnął. Czyżby oczekiwał, że Sara
złoży wypowiedzenie? Pewnie taki bogacz jak on nie rozumiał, że
czasem praca jest ważniejsza niż duma.
Chrząknęła i przybierając służbowy ton, zreferowała mu, co
się wydarzyło podczas jego nieobecności. Wręczyła mu listę
wiadomości i telefonów, które miał wykonać. Kiedy mówiła, Elan
skrupulatnie unikał jej wzroku. Dyskomfort, jaki odczuwał w jej
obecności, był oczywisty.
Ustalili harmonogram na najbliższy tydzień, a właściwie to
Sara zaproponowała mu swoją wersję. Elan w milczeniu skinął
głową.
- Czy to już wszystko? - zapytała, kierując się do drzwi.
- Tak. Saro! - zawołał za nią, gdy sięgała do klamki. - A czy
u ciebie... czy wszystko w porzÄ…dku?
- Tak. - Co miała odpowiedzieć? %7łe czuje się fatalnie, że
chętnie zapadłaby się pod ziemię? Nie była pewna, czy w ogóle
jeszcze kiedykolwiek będzie się czuła dobrze.
Odwróciła się, uniosła dumnie głowę i nie oglądając się za
siebie, wyszła.
S
R
ROZDZIAA SZÓSTY
- Bardzo chętnie dobijemy z państwem targu. Proszę
przemyśleć naszą propozycję. Dziękuję, że zechcieli panowie do
nas przyjechać. - Sara uścisnęła dłoń reprezentanta firmy z
Nowego Jorku. Wyprowadziła grupę gości z sali konferencyjnej,
uśmiechając się uprzejmie.
Gdy za mężczyznami zamknęły się drzwi windy, opadła na
krzesło.
Sześciogodzinne spotkanie z dyrektorem naczelnym i całym
zarzÄ…dem bardzo cenionej na rynku naftowym firmy.
Prowadziła spotkanie sama.
- Jestem pewien, że poradzisz sobie ze szczegółową pre-
zentacją - powiedział do niej Elan i poinformował ją, że ma na to
przedpołudnie inne plany.
Firma Anderson Capital inwestowała w niewielkie firmy
zajmujące się odwiertami próbnymi na terenach dotąd
niezbadanych i miała w planach zatrudnienie Al Mansur
Associates w celu wykorzystania technologii oraz wieloletniego
doświadczenia firmy. Anderson Capital, wykorzystując owe
technologie, badałaby równocześnie ich skuteczność oraz
wprowadzała unowocześnienia zwiększające ich efektywność.
Sara wiedziała, że firma z Nowego Jorku mogłaby przynieść Al
S
R
Mansur Associates miliony dolarów rocznie. I Elan powierzył jej
taką sprawę. To, czy firma wygra, czy przegra, będzie tylko jej
winą lub zasługą.
Sara nie mogła się oprzeć wrażeniu, że Elan chciał, żeby
poniosła porażkę. Chciał, żeby się poddała i odeszła.
I chciał tego tak bardzo, że nie zawahał się zaryzykować
sprawy wartej miliony dolarów.
Raz już nawaliła. Zawiodła jego zaufanie. Złamała obietnicę,
że w kontaktach z szefem nie będzie wykraczać poza służbowe
stosunki. Tym razem była bardzo zdeterminowana, żeby nie
ponieść klęski.
Każdego dnia zakres jej obowiązków i odpowiedzialności się
zwiększał. Elan rzucał jej wyzwania, które znacznie przekraczały
jej doświadczenie i wiedzę - i musiał sobie z tego zdawać sprawę.
Ostatnio nie sypiała więcej niż cztery godziny na dobę, bo chciała
się dobrze przygotować do wszystkich powierzonych jej zadań.
Jej komórka zawibrowała - ponownie - i Sara ze znie-
chęceniem pomyślała o stercie dokumentów, umów i projektów,
która zapewne zdążyła się uzbierać na jej biurku.
Wzięła głęboki oddech.
- Tak?
- Przyjdz, proszÄ™, do mojego gabinetu.
Elan. Ogarnęła ją złość na szefa. Jak mógł zwalać na nią tyle
S
R
pracy?
- Zaraz będę - odparła chłodno.
Ale przecież tego właśnie chciała, prawda? Pracy pełnej
wyzwań, odpowiedzialnej i dobrze płatnej. Rzecz jasna, nawet jej
się nie śniło, że tak szybko będzie wykonywać obowiązki bardziej
godne zastępcy dyrektora firmy niż asystentki. Powinna mu za to
podziękować, choć była to ostatnia rzecz, na jaką miała teraz
ochotÄ™.
Wybiegła z windy jak burza, zabrała z biurka dokumenty i [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • razem.keep.pl