[ Pobierz całość w formacie PDF ]

telefonie od doktora. Czekał już na nas przy Waldzie. Według wstępnych oględzin stwierdził, że
śmierć nastąpiła pięć czy sześć godzin wcześniej.
Sekcja potwierdziła tę hipotezę. Osobiście myślałem, że Wald opuścił ten padół łez trochę pózniej,
bo jego ciało nie było wcale sztywne, ale doktor wyjaśnił, że przy tym upale rigor mortis następuje
ze znacznym opóznieniem...
- To oczywiste. Dziwię się tylko, żeś nie wspomniał o tym w raporcie
- przerwał mu West.
46
- Uważałem, i nadal tak uważam, że istotna jest tutaj ustalona przez lekarza prawdziwa godzina
zgonu, a nie moje subiektywne odczucia - od-ciął się sierżant, który wyraznie miał dość
zarozumiałości policjanta ze stolicy.
- No dobra, dobra, nie chciałem cię urazić - powiedział pojednawczo West. - Nie sądzę
rzeczywiście, żeby to miało jakieś znaczenie. Mów dalej, nie będę już przerywał.
- Tak jak powiedział Warren, Paul Wald leżał niemal pod stołem, a przy nim przewrócony lekki
taboret z rur aluminiowych. Według doktora wszystko wskazuje na to, że zsunął się z taboretu jeszcze
za życia, o czym świadczyłby lekki siniak na prawym barku. Taboret był mało stabilny, taki podobny
do siedzeń barowych, tyle tylko, że niższy. Nie pamiętam dokładnie ile Wald wypił tej nocy,
dokładne liczby znajdziesz w raporcie, ale wiem, że sporo. Zresztą na stole stały dwie puste butelki.
Z tego co wiemy, żaden z gości Walda właściwie się nie napił. Larose nalał sobie do szklanki, ale
nie tknął jej, a Kent wypił zaledwie łyk. Norman natomiast odmówił.
Ich oświadczenia zgadzają się ze śladami znalezionymi na szklankach.
Wygląda na to, że Wald był już mocno wstawiony w chwili, gdy ich przyj-mował, co też się zgadza z
ich zeznaniami. Ale o tym lepiej porozmawiać bezpośrednio z uczestnikami niedoszłej uroczystości
urodzinowej.
- Dziś po południu jestem umówiony z Philem Larose. Czy możemy przyjść tutaj, bo on twierdzi, że
jego mieszkanie wygląda jak nora? - spytał
West.
- Co za pytanie. Pojadę akurat na obchód. Zostawię ci drugą parę kluczy. Na czym to ja stanąłem?
- Na butelkach po whisky - przypomniał West.
- Ach, tak. Trzecią butelką bourbonu, a także francuski koniak - ależ by się Murphy ucieszył, gdyby o
tym wiedział - znalazłem w lodówce.
47
Gdy ją otworzyłem, chlusnęła na mnie woda z przepełnionej miseczki pod zamrażalnikiem.
Widocznie nie działała od kilku godzin... - Ted Kennan zawiesił głos i przez małą chwilę przyglądał
się swemu rozmówcy. Wreszcie spytał: - Skąd u licha wiedziałeś, że korki były wyłączone?!
West uśmiechnął się może zbyt pobłażliwie jak na gust sierżanta i wpadł
mu zaraz w słowo:
- Wynika to przecież z twego raportu, który bywa niekiedy bardzo do-kładny. Przypomnij sobie -
piszesz w nim o wyłączonej lodówce, o nie działającym wentylatorze. Są to fakty, na które zwraca
się uwagę przy panującym w miasteczku upale.
Porucznik West zawiesił głos rozglądając się po pokoju. Kennan, który odgadł jego myśli, otworzył
lodówkę, z której wyciągnął ostatnią puszkę piwa. West napił się łyk, po którym malowało się na
jego twarzy wyrazne zadowolenie. Uśmiechnął się i dodał:
- Co prawda w raporcie o tym nie napisałeś, bo z pewnością sądziłeś, że to nie ma większego
znaczenia, ale przypominasz sobie jak w pewnej chwili, gdy weszliście do domku Walda, poprosiłeś
zastępcę, aby włączył
prąd.
- Tak rzeczywiście było - potwierdził Ted Kennan. - Po prostu tak śmierdziało gazem, że chciałem
uruchomić wentylator.
- Poza tym był jeszcze jeden szczegół, o którym wspomniał Jo Warren. Pozornie nie miał na pierwszy
rzut oka większego znaczenia, ale dopiero w połączeniu z twoimi informacjami na temat lodówki i
nieczynnego wentylatora skojarzyłem sobie, że potwierdza to, co o tym wszystkim myślę
- mianowicie, że...
- O czym mówił Warren? - przerwał Kennan.
- O dzwonku. Pamiętasz, jak zapytałem go, w jaki sposób dostał się do domu Walda. W pierwszej
chwili nie pamiętał czy zawołał, zapukał lub 48
dzwonił. Dopiero po zastanowieniu mówił coś o dzwonku. On też nie zwró-
cił uwagi na to, że dzwonek był nieczynny.
Po raz pierwszy od chwili, gdy sierżant Ted Kennan zetknął się z porucznikiem Western ze stołecznej
policji spojrzał na niego z nie ukrywanym podziwem.
- To znaczy, że... - podjął sierżant.
- Tak, Ted, to znaczy, że w całym domu wyłączony był prąd, a gdy poprosiłeś, twój pomocnik
poszedł po prostu do piwnicy, gdzie znalazł
tablicę rozdzielczą i włączył prąd. Nie zastanawiał się nad samym faktem, gdyż rozumował
automatycznie jak każdy człowiek, który zauważa, że w jakimś budynku nie ma prądu. Jeśli w pokoju
nie pali się światło, pierwsza myśl jest taka, że spaliła się żarówka. W momencie, gdy okazuje się, że
nie pali się górne światło, natomiast działają takie urządzenia jak radio, telewi-zor czy lodówka,
myślisz wówczas, że wysiadła faza. Natomiast, jeśli w ogóle nic nie działa, to każde dziecko
domyśla się, że bądz spaliły się wszystkie korki, bądz jest awaria w całej dzielnicy lub, że ktoś
wyłączył
prąd w całym domu. Zgadzasz się ze mną? - spytał West.
- Tak, oczywiście, Tylko dlaczego myślisz, że ktoś wyłączył prąd, a nie sam Wald, na przykład.
- yle mnie zrozumiałeś. Mówiąc o kimś, nie miałem na myśli kogoś obcego, lecz operowałem
ogólnikami. Z tego, co już wiem o Waldzie, mogę wyobrazić sobie, że ten pedantyczny samotnik - nie
przypominam sobie już kto mi mówił, że Wald był aż do nudności pedantem - wyłączył prąd zanim
postanowił otworzyć gaz.
- A zatem jesteś również zdania, że to jednak samobójstwo? - spytał
Kennan.
- Nie mam podstaw uważać, że było inaczej niż sam napisałeś w raporcie. Mimo wszystko jednak
wolałbym operować mniej kategorycznymi stwierdzeniami. Powiedzmy sobie, że gdyby przyjąć, iż
Wald rzeczywiście 49
postanowił popełnić samobójstwo przy użyciu gazu, mógł on, zgodnie ze swoją naturą, dojść do
przekonania, że nie ma prawa narażać najbliższych sąsiadów na niebezpieczeństwo wybuchu, a
następnie pożaru. Dlatego też zanim pożegnał się z tym światem, wyłączył prąd.
Za oknem wychodzącym na ulicę zawirował tuman kurzu, który unosił
się powoli. Po chwili przed budynkiem, w którym mieścił się posterunek policji zatrzymał się jakiś
pojazd. Sierżant wyjrzał przez szybę, aby zobaczyć, kto przyjechał. Okazało się, że była to mała
ciężarówka, którą jezdził
Larose w czasie obchodu ulic miasteczka. Ostatnio korzystał z niej raczej z przyzwyczajenia, gdyż nie
mogąc używać wody, przestał w ogóle zamiatać, ograniczając się do zbierania starych gazet i puszek
po konserwach. West, który przystanął obok sierżanta, otworzył okno i umówił się z zamiataczem, że
najdalej za godzinę chciałby spotkać się z nim w recepcji motelu albo, jeśli woli, w barze. Phil
Larose po chwili odjechał.
Obaj policjanci stali jeszcze przez chwilę w milczeniu. Kennan wreszcie zapytał:
- Dlaczego uważasz, że Wald, po podjęciu decyzji, postąpił tak, no jakby to powiedzieć, tak
odpowiedzialnie?
- Powiadam raz jeszcze, że nie mam żadnych dowodów, nie dysponu-ję żadnymi konkretnymi faktami,
ale z tego co już o nim wiem, choćby od ciebie czy od Warrena, a nawet od Murphy'ego, wyobrażam
sobie, że Wald miał wrodzone poczucie obowiązku. Przypominasz sobie, że w liceum był
czas, kiedy prowadził zajęcia wychowawcze. Przestał je kontynuować z chwilą, gdy niektórzy
rodzice mieli pretensje o to, że wykorzystuje te lekcje dla głoszenia poglądów sprzecznych z naukami
kościoła.
- Tak, pamiętam, ale nie widzę... - przerwał Kennan.
- Zaraz wyjaśnię, o co mi chodzi. Przypomnij sobie, Ted, czasy 50 [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • razem.keep.pl