[ Pobierz całość w formacie PDF ]

kawę i pączki do kościelnej sutereny. Pączki i racuszki i tak musiałam ominąć, bo idą mi
prosto w biodra. Muszę potem z godzinę jezdzić na rowerze po mieście, żeby spalić takiego
jednego pączka. To mi się totalnie nie opłaca. Chyba że to Krispy Kreme na gorąco, z polewą.
Dziadek mówi, że odziedziczyłam te skłonności po jego pierwszej żonie, mojej babci.
Nie mogę stwierdzić, czy to prawda, czy nie, bo babcia umarła na raka płuc jeszcze przed
moim narodzeniem, chociaż wcale nie paliła. Ale dziadek kiedyś palił, więc babcia mówiła,
że to przez niego. To znaczy, ten rak. Wydaje mi się, że to niezbyt miłe z jej strony, nawet
jeśli tak było naprawdę. Widać, że dziadek bardzo się tym przejął.
Tylko nie aż tak, żeby rzucić palenie.
To znaczy, dopóki nie zaczął się spotykać z Kitty. Wystarczyło, że powiedziała mu:
 Palenie to obrzydliwy nawyk. Nie mogę sobie nawet wyobrazić życia z palącym
mężczyzną , a dziadek rzucił papierosy. Tak od ręki.
Co raczej nie zjednało Kitty sympatii mojej mamy, ale pokazuje, jaka jest moc
Książki.
- Hej - powiedziałam, kiedy już wpuściłam się do środka obserwatorium za pomocą
kodu do elektronicznego zamka, którego nauczył mnie dziadek. Ten kod to data urodzenia
Kitty, co moim zdaniem jest bardzo romantyczne. Może nie tak romantyczne jak zbudowanie
obserwatorium i nazwanie go na jej cześć: Obserwatorium Katherine T. Hollenbach, a potem
podarowanie go miastu. Ale już całkiem blisko.
Jednak moja mama nie uważa, że to romantyczne. Nazywa wydatki dziadka, od czasu
kiedy dostał pieniądze za 1 - 69,  obnoszeniem się z bogactwem i twierdzi, że jej ojciec
zrobił to po to, żeby ona bała się pokazać na spotkaniach społeczności śródmieścia. Tyle że
społeczność śródmieścia jest bardzo podekscytowana tym obserwatorium, które jest w środku
naprawdę bardzo nowoczesne, chociaż od zewnątrz zostało zaprojektowane tak, żeby
pasować do reszty architektury użytkowej placu z lat trzydziestych ubiegłego stulecia.
Ale mama mówi, że bardziej jej chodzi o nową willę dziadka nad jeziorem i żółtego
rolls - royce'a z felgami robionymi na specjalne zamówienie, którego sobie kupił i na którego
dostawę nadal czeka.
- Hej - odpowiedział mi dziadek od strony rotundy, gdzie majstrował przy czymś na
pulpicie sterowniczym obserwatorium. Ponieważ była niedziela, nie kręcili się tu żadni
robotnicy. Byliśmy tylko dziadek i ja. Zresztą budowa jest już praktycznie ukończona. Trzeba
jeszcze tylko zamontować jedną ściankę działową w sterowni. - Jak leci?
- Dobrze - oświadczyłam, sięgając do kieszeni spódnicy i wchodząc na podwyższenie
przy pulpicie. - Mam dla ciebie osiemdziesiąt siedem dolarów.
- Ależ bardzo dziękuję - powiedział dziadek. Wziął pieniądze, ułożył banknoty w
schludniejszy stosik, zwinął go i włożył do portfela. Nie zawracał sobie głowy przeliczaniem.
Oboje wiemy, że nigdy nie mylę się w liczeniu.
Wyjął notes z kieszeni koszuli i starannie wypisał pokwitowanie, które mi potem
podał.
- Stopy procentowe rosną.
- Widziałam dziś rano w Internecie - odparłam, wsuwając pokwitowanie do kieszeni.
Dziadka i mnie zawsze łączyło wspólne zamiłowanie do... no cóż, pieniędzy. W
gruncie rzeczy z matematyką zaczęłam sobie radzić dopiero wtedy, kiedy któregoś dnia,
kiedy byłam w drugiej gimnazjalnej, dziadek ze mną usiadł i powiedział, zerkając na zadanie,
które doprowadziło mnie do łez:
- Daj sobie spokój z tym, ile jabłek ma Sue. Powiedzmy, że Sue odpracowuje zmianę
w księgarni. Ale jest sobotni wieczór i jedyny sposób, żeby ją zmusić do pracy, to obiecać jej
osiem pięćdziesiąt za godzinę zamiast siedem pięćdziesiąt, bo ona chce iść do Sizzler i na
film ze swoim chłopakiem. Ale nie chcesz, żeby twoja matka dowiedziała się, że zapłaciłaś za
nadgodziny, skoro w sumie żadnych nadgodzin nie było. Jak masz wypisać czek z wypłatą
dla Sue, żeby ona dostała swoją kasę, a twoja matka się nie dowiedziała?
Moja odpowiedz była natychmiastowa: Sue dostałaby sześćdziesiąt osiem dolarów za
przepracowanie ośmiogodzinnej zmiany po osiem pięćdziesiąt za godzinę. Sześćdziesiąt
osiem podzielone przez siedem pięćdziesiąt daje równe dziewięć. Więc zapisałabym, że Sue
przepracowała dziewięć godzin, a nie osiem.
A potem poszukałoby się pracownika nie tak popularnego jak Sue, żeby można mu [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • razem.keep.pl