[ Pobierz całość w formacie PDF ]

mały jestem, ale wszystko jedno, \yć się chce...
- Przestań biadolić - powiedział Aramis ju\ swoim zwykłym, cichym głosem. -
Mów szybciej, gdzie jest Gala?
- Tutaj, całkiem blisko! - zajazgotał z zachwytem Jaturken\ensirchiw. - Zostawili
ją w kabinie aborda\owej... Właśnie chciałem rozwiązać i dostarczyć tutaj, ale akurat
tak zręcznie złapał mnie pan...
- Nie kłam. Po prostu chowałeś się i podsłuchiwałeś. Zaraz poka\esz gdzie iść...
Atos, zostań proszę z tym dwugłowym łotrem i nie spuszczaj z niego oczu. Postaram
się wrócić najszybciej, jak tylko mo\na.
Aramis, wcią\ trzymając Jaturken\ensirchiwa dwoma palcami za futerko,
wskoczył na konsolę, przesadził krawędz ekranu i zniknął. Dwugłowy Jul poruszył się
w fotelu.
- Siedz spokojnie! - krzyknął groznie Atos.
- A ty nie krzycz na mnie - odezwała się kłótliwym tonem lewa głowa. - Za młody
jesteś, \eby na mnie krzyczeć... Jestem ze dwieście razy od ciebie starszy, w
porównaniu ze mną mo\esz być co najwy\ej przecinkowcem...
- To panu nie pomo\e - zaprotestował sucho Atos, ale poniewa\ w owych czasach
młodzie\ ju\ miała we krwi szacunek dla starości, dodał: - Rozumiem, niewygodnie
siedzieć tak w pętach, ale sam pan sobie winien. Zresztą zaraz zbli\y się nasza
eskadra. Przeka\ę pana dowódcy, tam będzie wygodniej...
- Jak sądzisz, powieszą mnie?
- Nie wiem. Jakoś nie zastanawiałem się nad podobną mo\liwością. Ale w końcu,
czemu\ by nie?
- Nic z tego! - oznajmił ze złośliwą satysfakcją Dwugłowy Jul.
- A to dlaczego?
- A dlatego, kochany, \e komputer mojej  Piranii le\y w drzazgach i teraz po tej
stronie bariery podprzestrzennej nikt poza mną nie zna współrzędnych Planety
Aotrów.
- Jakiej planety?
- Planety Aotrów. Naszej bazy.
- Zapomina pan, \e mamy równie\ innych jeńców...
- Cha-cha! Ka, Ki, Ku i ten mały zdrajca nie tylko o współrzędnych - oni o
zwykłej arytmetyce nie mają pojęcia. Na liście wypłat odbiór swojej części łupu
krzy\ykami podpisują. Tak, \e bądz spokojny, mój wrogu, jestem niezastąpiony i
będziecie musieli się z tym liczyć.
Atos nie znalazł odpowiedzi. Rzeczywiście, ziemskie eskadry miały za zadanie
wedrzeć się na karkach piratów w najbli\sze okolice głównej bazy kosmicznych
łotrów i zmusić ją do kapitulacji. I je\eli dwugłowy pirat nie kłamał (a jeśli się
zastanowić, to po co miałby kłamać), poło\enie powa\nie się komplikowało.
- Ale być mo\e pod grozbą kary śmierci...
- Zapomnij o tym. Masz do czynienia ze starym i kutym na cztery nogi
kosmicznym wilkiem. Walczyć się nie oduczyliście, trzeba przyznać, ale jeśli chodzi
o karę śmierci... Nie! Odwieziecie mnie do siebie na Ziemię, umieścicie w
doskonałych warunkach, a ja będę wspominał przeszłość i cierpiał targany wyrzutami
sumienia. Być mo\e nawet lekko oszaleję, ale pózniej, otoczony powszechną opieką
zresocjalizuję się i wszystko wówczas opowiem ze łzami w trojgu oczach...
Zza ekranu tymczasem wyszedł na konsolę Aramis z Galą na rękach. W ślad za
nim wskoczył do kabiny Jaturken\ensirchiw zwycięsko wymachujący zwojem
sznurka. Aramis ostro\nie uło\ył dziewczynę w fotelu drugiego pilota. Jej głowa
bezwładnie opadła na piersi. Opuchnięte od łez oczy miała zamknięte.
- Omdlenie - powiedział Aramis. - Straciła du\o sił, nadenerwowała się,
umęczyła...
- Nic jej nie będzie - burknął Dwugłowy Jul. - Wiem dobrze, \elazna dziewczyna!
Takie królów brały pod pantofel, imperia na zatratę skazywały... Ech, nie rozgryzłem
jej w porę, nie domyśliłem się, stary dureń...
Aramis tylko spojrzał na niego mimochodem i ciągnął, zwracając się do Atosa:
- Zresztą, o ile się znam na medycynie, to nic powa\nego. Podałem środek
uspokajający, za dziesięć minut napoimy ją bulionem z kury i mocną herbatą, a
tymczasem, nale\y przypuszczać, nadciągnie eskadra z lekarzem... A teraz - ten
puchaty lizus przekazał mi informację pierwszorzędnej wagi. Poddany
trójwymiarowej kontrakcji fragment Zielonej Doliny wraz z całą ludnością jest
zapakowany w piętnaście kontenerów, które mają w ładowni... I mam wra\enie, \e
łotry ze sto lat zajmują się podobnym rozbojem w zamieszkałych światach!
- Mogę sobie wyobrazić - powiedział ponuro Atos i z nienawiścią spojrzał na
Dwugłowego Jula. - Ale cała bieda w tym, \e nie uda się nam od razu dobrać do ich
gniazda.
Aramis uniósł brwi i ju\ otworzył usta, \eby zadać kolejne pytanie, ale w tej\e
chwili w kabinie zahuczał władczy głos:
- Uwaga  Strzegący Mówi dowódca eskadry! Widzę was! Widzę obok was obcy
okręt! Co się zdarzyło? Zameldujcie o sytuacji!
Atos podszedł do mikrofonu.
- Dowódco eskadry, słyszymy was.  Strzegący melduje. Dwadzieścia siedem
minut temu piracki okręt nagle zatrzymał się i jego załoga w składzie pięciu... hm...
ró\norakich istot, wykorzystując nie znany nam trick techniczny wtargnęła do kajuty
 Strzegącego ...
Wysłuchawszy uwa\nie meldunku Atosa admirał powiedział:
- Zrozumiałem cię,  Strzegący . Gratuluję całkowitego zwycięstwa. Wasz
meldunek przekazaliśmy na Ziemię Radzie Zwiatowej. Podchodzę do was.
Przygotujcie się do przyjęcia lin. Natychmiast po przycumowaniu zabieram na pokład
Galę na badanie lekarskie i w celu zaaplikowania pełnego odpoczynku. Przejmuję
równie\ wszystkich jeńców, a przede wszystkim dwugłowego herszta, aby go
dokładniej przesłuchać. Przygotujcie się do przyjęcia i przeprowadzenia do ładowni [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • razem.keep.pl