[ Pobierz całość w formacie PDF ]

któreś z wychodzących nań okien, Trey dogonił go i zapytał, czy nie powinni
jednak zachować większej ostrożności.
Demon machnął tylko ręką i nawet się nie zatrzymał.
- Chcesz się dostać do lochu i uwolnić Alexę i tę drugą dziewczynę, tak
czy nie? - zapytał zniecierpliwiony.
Do lochu? Trey spojrzał na towarzysza ze zdziwieniem. Skąd imp to
wiedział?
- Dobra - oznajmił Bubel, biorąc milczenie chłopaka za zgodę. -
Proponuję, żebyś poruszał się jak najszybciej, a mnie zostaw wybór drogi i
środki ostrożności.
Chłopak nie miał wyjścia. Czuł się zagubiony. Kiedy rozpoczynali podróż
przez labirynt przecinających się przejść i korytarzy, jeszcze się rozglądał,
zwracał uwagę na jakieś szczegóły, na wypadek gdyby musiał wracać sam.
Szybko jednak się zorientował, że nie da rady zapamiętać drogi powrotnej.
Większość wąskich kamiennych korytarzy wyglądała identycznie i tylko
czasem któryś odróżniał się czymś od pozostałych. Nie, Trey po prostu musiał
iść za dżinem, polegając na jego znajomości tego miejsca i panujących w nim
obyczajów, nawet jeśli pod żadnym innym względem już mu nie ufał.
Wreszcie stanęli na skrzyżowaniu w kształcie litery T, gdzie przelotowy
korytarz prowadził do innego, o wiele szerszego. Bubel wszedł tam, dając
chłopakowi znak, by uczynił to samo.
- To jest główny korytarz - powiedział cicho. - Prowadzi do Wielkiej Sali.
Po naszej prawej jest posterunek straży i nie da się go ominąć, trzeba iść tędy.
- Z twarzą przylepioną do ściany wyjrzał ostrożnie zza rogu i zaraz szybko
cofnął głowę i spojrzał na Treya. - Tylko dwóch strażników, muszą być
między zmianami.
- W takim razie jak...
- Trzeba czymś zająć ich uwagę - rzekł Bubel. - Czymś dużym - dodał z
uśmiechem na ustach. Wziął głęboki oddech, wstrzymał powietrze i zaczął
zmieniać kolor. Mimo że Trey widział to już wcześniej, podczas walki z
demonami w pieklisku, teraz znów przyglądał się zafascynowany. Skóra
Bubla z matowoszarej zrobiła się różowa, a potem czerwona, lecz podczas
gdy poprzednim razem demon wypluł z siebie ognistą kulę wielkości piłki
tenisowej, to teraz wciąż wstrzymywał oddech, a jego skóra przyjęła barwę
burgunda. Trey poczuł ciepło bijące od niego. Ognisty imp z wybałuszonymi
oczami dał znak chłopakowi, żeby się cofnął w dół korytarza po ich lewej
stronie i położył na podłodze. Kiedy ten spojrzał po chwili na Bubla,
zobaczył, że płonąca kula powiększyła się dwukrotnie, gdy tylko wyszła z ust
demona. I wciąż rosła.
Nagle uderzyła w podłogę i wybuchła gdzieś w głębi korytarza, a chłopak
poczuł falę ciepła w swoim bezpiecznym schronieniu. Chwilę pózniej uniósł
nieco głowę i zobaczył strażników biegnących w stronę ognia i wołających o
pomoc.
- Idziemy - zakomenderował Bubel znużonym głosem.
Trey podniósł się szybko i podszedł do przewodnika. Imp wyglądał
okropnie, był niemal biały i wykończony.
- Taka duża jak ta odbiera mi siły - powiedział, ale
odtrącił rękę towarzysza. - Drugą nieprędko będę w stanie z siebie wypluć.
Chodzmy.
Pobiegli, nie oglądając się na strażników, którzy próbowali ugasić ogień -
sądząc z wrzasków i okrzyków, jakie wydawali, mieli pełne ręce roboty.
Kolejna Brama Duszków, prowadząca bezpośrednio do Wielkiej Sali,
znajdowała się przed nimi i Bubel chwycił Treya za rękę, po czym obaj
wskoczyli w ciemne przejście.
*
Tym razem nie pojawiły się żadne światła. Nie zaatakował ich ani jeden
duszek, lecz Trey miał wrażenie, że - tak jak wcześniej - są obserwowani
przez złowrogą siłę.
Początkowo pozwolił się prowadzić ognistemu impowi, niepewny, w jaki
sposób demon wyznacza kierunek w czarnej próżni. Gdy jednak minęło
kilkadziesiąt sekund, Trey niespodziewanie się zatrzymał.
- Co robisz? - zapytał demon.
Chłopak w milczeniu zastanawiał się nad kolejnym ruchem.
- Idziemy! - syknął Bubel i położył dłoń na ramieniu Treya.
- Skąd wiedziałeś, że Alexa i Philippa są przetrzymywane w lochu?
- Co?
- Powiedziałeś to wcześniej, tam, w korytarzu. Zapytałeś, czy chcę się
dostać do lochu i uwolnić Alexę i tę drugą dziewczynę. Skąd wiedziałeś, że
obie tam są?
- Tak mi się powiedziało. Domyślam się, że Alexa jest tu gdzieś. Jeśli tak, a
pewnie przybyła tu przed nami, to należy przypuszczać, że udało jej się...
- W jaki sposób przeszłaby przez Bramę Duszków?
- Co?
- Mówiłeś, że nie ma innego przejścia, a mimo to zakładasz, że to zrobiła.
- Posłuchaj, zamierzasz stać akurat tutaj i dyskutować o jakimś moim
przejęzyczeniu...
Demon zamilkł, gdy poczuł, że ramię chłopaka zamienia się w coś
wielkiego i włochatego.
Wilkołak chwycił dżina za nadgarstek i podniósł go do góry.
- Opuść mnie! - ryknął Bubel. - Opuść mnie natychmiast, bo inaczej...
Wciąż jedną ręką trzymając istotę cienia w powietrzu, drugą Trey sięgnął
do jej dłoni. Kiedy demon zorientował się, o co chodzi, mocno zacisnął pałce,
lecz wilkołak był silniejszy. Bubel wrzasnął gniewnie, gdy poczuł, jak
pierścień duszków zsuwa się z jego palca.
- Oddaj mi to! - wrzasnął. - To mój pierścień! Oddaj mi go! Natychmiast!
Trey napotkał na nieprzewidziane kłopoty. Pierścień okazał się za mały:
pasował idealnie na palec impa, lecz chłopak wiedział, że nie włoży go jako
wilkołak. Przybrał więc z powrotem ludzką postać. Teraz demon okazał się
zbyt ciężki, toteż go puścił.
Bubel wrzasnął. W pierwszej chwili Trey pomyślał, że dżin zrobił sobie
krzywdę, upadając, lecz po kilku chwilach zorientował się, że nie o to chodzi.
Wsunął pierścień na środkowy palec i świat duszków uległ przemianie.
Trey zaczął widzieć. Nie w tradycyjny sposób, bo nie było specjalnie co
oglądać, jednak zobaczył pewne rzeczy w otaczających go ciemnościach.
Przede wszystkim zwrócił uwagę na jasnoniebieską aurę, która zdawała się z
niego emanować. I zaraz dostrzegł duszki, które latały z zatrważającą
prędkością, podobnie jak wcześniej kłapiąc szczękami. Trey spojrzał w dół i
zdał sobie sprawę, że Bubel nie widzi: machał wściekle ramionami, szukając
po omacku swojego towarzysza, nieświadomy nadciągającego zagrożenia.
Tym razem istoty nie zapaliły światełek i było jasne, że mają tylko jeden
cel: zadać śmierć istocie, która zabrała je z ich świata i uwięziła w twierdzy
księcia demonów. Trey, dzięki pierścieniowi, mógł się przyjrzeć tym stwo-
rzeniom. Po przezroczystej skórze pełzały szkarłatne płomyki i duszki niemal
stapiały się z ciemnym tłem.
Gdy prawie już dopadły impa, chłopak chwycił dłoń Bubla. Błękitna aura,
która go spowijała, natychmiast rozlała się też na dżina, i Trey natychmiast
usłyszał syki oraz krzyki rozczarowanych duszków, które zawisły w
powietrzu wokół nich. Kolejno zaczęły się rozświetlać od środka - gwiazdki
na obsydianowym niebie.
- Co ty wyprawiasz?! - zawołał Bubel. - Oddaj mi pierścień!
Trey zobaczył, jak dżin wstrzymuje oddech i przygotowuje się do
wyczarowania ognistej kuli, aby go zabić.
- Na twoim miejscu bym tego nie robił  powiedział i puścił rękę
ognistego impa.
Duszki od razu się ożywiły i pomknęły przed siebie. Wrzaski impa
przekonały Treya, że dżin na dobre porzucił zamiar wyczarowania ognistej
kuli, zacisnął więc dłoń na jego nadgarstku, zanim dopadli go pierwsi mali
napastnicy.
- Zdaje się, że tamten ogień aż tak bardzo cię nie osłabił, wbrew temu, co
twierdziłeś. A może po prostu kłamałeś, co, Bublu?
Ognisty imp spojrzał w ciemność, w stronę chłopaka. Słysząc w jego głosie
gniew i wrogość, domyślił się, co mu grozi, jeśli powie coś nie tak.
- Tak, kłamałem - przyznał cicho.
- Zdaje się, że sporo nakłamałeś. Okłamałeś Toma co do piekliska, [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • razem.keep.pl