[ Pobierz całość w formacie PDF ]

dopiero wtedy będziemy szczęśliwi, oboje, nie sądzisz?
Patrzyła na niego długo rozmarzonym wzrokiem.
- Z jednego dworu do drugiego jest okropnie daleko - powiedziała jakby w zadumie.
- Cóż za głupstwa - żachnął się Heike, wstając. - Możemy przecież jezdzić do siebie konno.
A tymczasem zrobiło się ciemno. Czas na odwiedziny w Grastensholm!
Byli chyba bardziej zdenerwowani, niżby chcieli, gdy przedzierali się nocą przez pola. Im
bardziej zbliżali się do Grastensholm, tym dwór wznosił się wyżej, tak im się przynajmniej
zdawało.
Heike przystanął tak gwałtownie, że Vinga wpadła mu na plecy.
- Piękny dwór - szepnął. - I należy do mnie, chociaż jeszcze trudno mi w to uwierzyć.
Tym razem kozy ze sobą nie zabrali. Urażona do głębi, siedziała zamknięta w chlewiku.
Vinga, oczywiście, nalegała, żeby przyjaciółka mogła mieszkać z nimi w izbie, ale Heike
stanowczo zaprotestował. To on się trudził nad utrzymaniem domu w czystości, w każdym
razie cięższe prace do niego należały. A kozie nawyki nie sprzyjały porządkowi.
- Nie możemy iść tak po prostu przez pole - powiedział Heike. - Każdy może nas stąd
zobaczyć. Musimy obejść dookoła, trzymać się skraju lasu.
- Masz rację.
Szli szybko dalej.
46
- Wiesz co - rzekła Vinga - kiedy się obudziłam, a ciebie nie było w izbie, ogarnęło mnie
przerażenie...
- %7łe zjawi się duch starego Simena? - zachichotał.
- Nie, nie. Przestraszyłam się, że poszedłeś sobie na zawsze, że nigdy więcej cię nie
zobaczę.
- Hm - mruknął Heike.
- Nie możesz mnie zostawić, Heike, obiecaj mi!
- Oczywiście, że cię nie zostawię - niemal syknął.
Zdawało mu się jednak, że dobrze ją rozumie. Był dla niej jedynym kontaktem ze światem
ludzi, jaki miała od niepamiętnych czasów. I pochodził z Ludzi Lodu, należał do jej bliskich,
tylko jemu mogła zaufać, jemu mogła się zwierzyć.
- Och, jestem taka szczęśliwa - westchnęła z egzaltacją za jego plecami. - %7łebyś wiedział,
jak bliska byłam płaczu, kiedy opowiadałam ci o moim samotnym życiu! I nie z żalu, lecz z
ulgi, że cały mój strach i wszystkie zmartwienia przeminęły. Ale się opanowałam. Prawda, że
jestem dzielna?
- Nie jestem tego taki pewien - odparł Heike. - Byłoby ci na pewno lepiej, gdybyś się
wypłakała. To bardzo człowieka oczyszcza, tak mi się zdaje.
- Uff, zawsze musisz zlekceważyć moje bohaterskie cnoty - oburzyła się ze śmiechem. - Ale
przyjdzie pewnie jeszcze wiele chwil na zwierzenia.
- Możesz się zwierzać zawsze, kiedy tylko uznasz, że do tego dojrzałaś - powiedział ciepło.
Szli dalej w milczeniu, dopóki Vinga nagle nie jęknęła boleśnie.
- Co się stało?
- Tu są same osty! Małe złośliwe osty o cieniutkich kolcach, takich, co to ich nigdy w życiu
nie wyciągniesz spod skóry. Czy nie moglibyśmy iść inną drogą?
Heike rozejrzał się.
- Wszędzie jest gęsty las. Poczekaj, pomogę ci...
- Nie, już wyjęłam sama.
- Powiedziałaś, że,  nigdy .
47
- Ach, to było takie nieduże  nigdy .
Zrobiła parę kroków i znowu przystanęła.
- Powinnaś była włożyć buty - powiedział Heike, gdy Vinga wyjmowała z nóg kolejne kolce.
- Przecież ja nie mam butów. Stare są za małe, a poza tym nie mają wcale podeszew.
Heike zawahał się.
- Chodz no tu. Wdrapuj mi się na plecy!
- Oczywiście! - krzyknęła rozradowana, podciągnęła sukienkę i z jego pomocą wskoczyła.
Heike trzymał jej nogi pod kolanami i starał się nie myśleć, że Vinga nie ma nic pod spodem.
Ona zaś obejmowała go rękami i przytulała policzek do jego karku.
- Masz takie miłe, potargane włosy. Całkiem jak koza. Och, jak ja cię lubię!
- Siedz spokojnie! - syknął przez zaciśnięte zęby.
Splotła ręce pod jego brodą.
- A jakie masz szerokie piersi. Mogę dotknąć?
- Może nie akurat w tej chwili, jeśli mógłbym prosić!
Vinga machała bosymi stopami. Przeciągała się niczym kot, wszystkie muskuły napinały się
miękko, tak że Heike wyczuwał dokładnie każdy najmniejszy detal jej ciała.
- Czy nie zechciałabyś być tak miła i siedzieć spokojnie?
Vinga roześmiała się cichutko. Bawiła się jego włosami i delikatnie kąsała go w ucho.
- Hoop, mój zrebaku!
- Nie jestem twoim zrebakiem!
- Oczywiście, że jesteś! Wyglądasz nawet jak prawdziwy ogier, przypominasz jednego
takiego, który był własnością mojego taty...
Nagle zamilkła, bo przypomniała sobie, co kiedyś ten ogier robił.
- A zresztą... - mruknęła spłoszona. - Prawda, że mam ładne stopy?
I znowu zaczęła nimi wymachiwać.
48
Heike jęknął cicho. Zrozumiał, że musi strzec nie tylko małej Vingi.
Musi wystrzegać się także siebie. [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • razem.keep.pl