[ Pobierz całość w formacie PDF ]

 Tak. Już niedługo będziemy znali tych drani.
Leonie Creasy, dawniej pani Meckler, nie była nigdy na wyspach Malty i jej
pierwsze wrażenia nie były najlepsze. Sama Malta przypominała jeden wielki plac
budowy. Wzdłuż całego wybrzeża rozciągały się bloki mieszkalne i hotele, w go-
rącym powietrzu unosił się pył z wapienia.
Jej nastrój zmienił się jednak wraz z chwilą wkroczenia na pokład promu.
Było pózne popołudnie. Minęli małą wysepkę Comino i wtedy ujrzała przed so-
bą Gozo. Wyspa była bardziej zielona niż Malta i znacznie mniejsza. Pokrywały
ją faliste wzgórza zwieńczone zabudowaniami wiosek, nad którymi dominowały
wieże i kopuły kościołów. Leonie stała przy barierce i podziwiała widoki.
 Wygląda prześlicznie  rzekła, zwracając się do Creasy ego.
 Taka jest Gozo  odparł Creasy.
Przez cały czas lotu Creasy okazywał rezerwę, prawie się nie odzywał. Po-
dobnie zachowywał się w taksówce wiozącej ich na prom. Najwyrazniej coś za-
przątało mu myśli.
Zaczął mówić, gdy prom skierował się do wlotu portu Mgarr:
 Jesteś dobrą aktorką, Leonie. Wygrzebałem parę taśm wideo z kilkoma se-
rialami telewizyjnymi, w których występowałaś. Na pierwszy rzut oka rola, którą
48
przyjdzie ci grać przez najbliższe pół roku, wydaje się łatwa, ale tak naprawdę
przysporzy ci sporo trudności.
 Dlaczego?
Wskazał na wyspę.
 Mieszkańcy Gozo to najbardziej przyjazni i gościnni ludzie, jakich świat
widział. Wiodą proste życie, są głęboko religijni i mają duże rodziny. Mężczyzni
upijają się na umór i lubią strzelać do każdego ptaka czy zająca, jaki im się nawi-
nie. Nie przemęczają się specjalnie pracą, chyba że w grę wchodzi hobby. Prawie
wszyscy przyjeżdżający cudzoziemcy zakochują się w wyspie i powracają, kie-
dy tylko mogą. Niektórzy wracają na zawsze. Z tobą będzie inaczej  szczerze
znienawidzisz to miejsce.
 Niby dlaczego?
 Z powodu nienawiści, jaką będą ci okazywać tutejsi ludzie.  Dodał z wes-
tchnieniem:  W chwili, gdy zejdziemy z promu, ja również stanę się obiektem
ich niechęci.
 Dlaczego?  spytała po raz trzeci.
 Przez całe lata mieszkałem wśród nich, ożeniłem się z tutejszą kobietą.
Większość moich przyjaciół to mieszkańcy Gozo. Obrałem ich styl życia, jestem
w pełni aprobowany. . . Ale to oznacza, że w myśl ich oczekiwań muszę szanować
panujące zwyczaje. Mieszkaniec Gozo po stracie współmałżonka chodzi w żało-
bie co najmniej rok, niekiedy nawet pięć lat. To samo ma miejsce, kiedy umiera
któreś z rodziców, a także w przypadku śmierci wuja czy ciotki. Kobieta ubiera
się na czarno i nie wychodzi z domu. Powoli się to zmienia, ale bardzo powo-
li. Nikomu nie mieści się w głowie, że ktoś mógłby ożenić się ponownie w pięć
miesięcy po śmierci żony. Musisz być przygotowana, że będą patrzyli na ciebie
krzywo. Kiedy będziesz szła na zakupy, kiedy wybierzemy się do kina, restauracji
czy baru, towarzyszyć ci będą kamienne maski.
Wskazał budynek nad wodą, z wystającym długim balkonem, i objaśnił:
 Tam znajduje się bar  Gleneagles . Bar i mieszczącą się pod nim restau-
rację prowadzą dwaj bracia, Tony i Salvu, z którymi łączy mnie wielka przyjazń.
Spędzam u nich mnóstwo czasu, na ich adres przychodzi moja poczta. Obaj na
swój sposób kochali Nadię. Kiedy tam pójdziemy, zrozumiesz, co miałem na my-
śli.
Prom przybił do nabrzeża i rampa opadła z ogromnym hałasem. Podniósł jej
nową walizkę firmy Samsonite, chwycił swoją sfatygowaną, płócienną torbę i po-
dążył wraz ze swą towarzyszką i resztą pasażerów do wyjścia.
 Za barem  Gieneagles czeka na nas mój dżip  oznajmił, gdy wspinali
się po stoku wzgórza.
 Kiedy zobaczę Michaela?
 Dałem mu znać, będzie czekał w domu.
49
Do baru wiodła kładka. Dżip stał zaparkowany obok wejścia do baru. Rzucił
walizkę i torbę na tył samochodu, po czym ujął jej rękę i powiedział:
 Od tego momentu zaczyna się twoja rola. Masz ją grać przez kolejne sześć
miesięcy, choćby nie wiem co. Zachowuj się jak kochająca, nowo poślubiona żo-
na, ale bez przesady.
Weszli do baru. W rogu sali kilku rybaków grało w Bixlę. Przy barze siedziało
paru mężczyzn. Za ladą stał Salvu, młodszy od Tony ego i obdarzony większą
czupryną.
Creasy pomachał ręką pozdrawiając graczy. Odpowiedzieli mu jednym krót-
kim spojrzeniem.
Kiwnięciem głowy pozdrowił mężczyzn przy barze. Skinęli głowami w od-
powiedzi. Salvu nie spuszczał wzroku z Leonie, którą Creasy wciąż trzymał za
rękę.
 Salvu, to moja żona Leonie.
Z twarzą pustą jak maska Salvu wyciągnął rękę ponad barem. Uścisnęła ją.
Był to naprawdę bardzo krótki uścisk dłoni. Jego głos był twardy niczym stal:
 Witamy na Gozo, Leonie.
 Bardzo dziękuję  posłała mu uśmiech.  Cieszę się, że tu przyjechałam.
Creasy wskazał mężczyzn przy barze i przedstawił ich podając ich przydomki:
 To Piła, Bandżo, Lancet i Wiston.
Cztery kolejne krótkie uściski dłoni, parę wymamrotanych pod nosem słów. [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • razem.keep.pl