[ Pobierz całość w formacie PDF ]

oglądowych tej ksią\ki staje się dla dziecka przejrzysty skutkiem
skoncentrowania i psychologicznego uporządkowania przedmiotów. Niezliczone są
tylko pojedyncze przedmioty natury, a nie ich cechy zasadnicze i dlatego mo\na
ułatwić dziecku orientację wśród przedmiotów, porządkując je według cech
istotnych. Tym samym zasadom podporządkowuję tak\e właściwą naukę języka. Moja
gramatyka jest tylko uszeregowaniem środków, które mają doprowadzić dziecko do
tego, aby wyrazić się mogło o ka\dym poznaniu oglądowym w jakimś porządku
liczbowym czy czasowym. Posługiwałem się do tego celu nawet sztuką pisania, o
ile ona mo\e być tak\e uwa\ana za naukę języka. Starałem się spo\ytkować do tego
celu wszystkie środki nadające się do rozjaśniania pojęć, jakie dawały mi natura
i doświadczenie. Badania empiryczne, jakie poczyniłem w tym kierunku, pokazały
mi wyśmienicie, \e nasze klasztorne nauczanie zaniedbując wszelką psychologię
nie tylko oddala nas we wszystkich dziedzinach od ostatecznego celu nauczania,
ale nadto pozbawia nas zdecydowanie środków, których do rozjaśnienia naszych
pojęć u\ycza nam natura bez \adnej pomocy umiejętności i psując nas wewnętrznie
uniemo\liwia nam posługiwanie się tymi środkami. Przyjacielu! Przechodzi wszelką
wiarę, jak nasze średniowieczne nauczanie zniszczyło swą nienaturalnością
wszelkie
138
realne siły naszej części świata, w jakiej nędzy pogrą\yło je przez ubóstwo
ułamkowych, rozdrobnionych środków, jak ogromnie wytępiło w nas wszystkie
naturalne sposoby dojścia przez ogląd do prawdziwego' poznania i stępiło
wszystkie po'dniety budzące dą\enie do tego celu, bo w okruchach nauk oślepiło
nas czarodziejstwem mowy, którą mówiliśmy, pozwalając płynąć z ust pojęciom, nie
mając \adnego związanego z nimi poznania oglądowego. Powtarzam raz jeszcze:
czereda belfrów z naszych szkół publicznych nie tylko' nam nic nie daje, ale
przeciwnie, ograbia nas jeszcze z tego', co ludzkość nawet bez szkół ma
wszędzie, co ka\dy dzikus ma w tym stopniu, o jakim my nie mo\emy mieć
wyobra\enia. Jest to prawda, która do \adnej części świata i do. \adnej epoki
nie stosuje się tak dobrze, jak do' naszej. Człowiek wykształcony przez sztukę
nauczania mnichów na bła-zeńskiego gadułę jest tak niewra\liwy na prawdę jak
dziki, a niezdolny jak nikt inny 'do wyzyskania kierownictwa natury i tego,
" " oo' ona robi dla wyjaśnienia naszych pojęć. Doświadczenia te do-" prowadziły
mnie równie\ do mocnego przekonania, i\ wóz szkol-- :n'ictwa powszechnego Europy
nie tytko trzeba lepiej pociągnąć, ale musi się go raczej odwrócić i skierować
na całkiem nowe tory. Z doświadczenia tego zrodziło .się we mnie równie\
przekonanie, \e musi się przede wszystkim uśmiercić i pogrzebać podstawę błędu,
wypaczenie mowy w naszym wieku oraz jednostronne, powierzchowne, bezmyślne i
pozbawione oglądu mielenie gębą, a wtedy będzie mo\na przywrócić człowiekowi
przez nauczanie język, prawdę i \ycie. Twarda to jest zapewne mowa-'i dlatego'
myślę sobie: kto' te\ jej posłucha?! Ale doświadczenia, na których opieram te
twarde słowa, doprowadziły mnie do przekonania, \e i w elementarnym nauczaniu
mowy wszelkie półśrodki nale\y odrzucić, \e więc wszystkie podręczniki, które
zawierałyby choć jeden tylko wiersz przypuszczający, i\ dziecko umie mówić,
zanim rozpocznie się uczyć języka, nale\y bezwzględnie równie\ odrzucić.
Poniewa\ wszystkie podręczniki napisane zwykłym językiem zakładają umiejętność
mówienia, przeto gdybym miał dosyć wpływu, obszedłbym 'się niemiłosiernie " z
bibliotekami szkolnymi a przynajmniej z elementarzami dla dzieci.
139
Drogi przyjacielu! Jest rzeczą ogólnie znaną, \e natura kształcąc człowieka w
sztuce mówienia postępowała w pierwszym, najdawniejszym okresie tak, jakby wcale
nie wiedziała o wielorakich, sztucznych zło\onościach wyrobionego, języka. I
dziecko nie zna ich tak, jak nie zna ich dziki. Dochodzi ono, tak jak on to
robił, całkiem powoli, przez ciągłe ćwiczenie w prostych zestawieniach wyrazów
do tego, \e zrozumie zestawienia zło\one i zawiłe. Dlatego moje ćwiczenia
językowe idą od początku drogą, która pomija wszelką wiedzę i wszelkie poznanie,
jakie osiągnąć mo\e tylko wyrobiona umiejętność mówienia, a skłania, niemal
zmusza dziecko do samodzielnego' badania elementów mowy i przyswaja mu mowę.
wykształconą w takim porządku i w takiej. stopniowej kolejności, w jakich natura
rozwijała ją w ludzkości. Drogi przyjacielu! Czy i w tym wypadku ludzie mnie nie
zrozumieją? Czy i tym razem będzie tylko' niewielu pragnących razem ze mną
poło\yć tamę szalonemu zaufaniu do' pustych słów, które niszczy ludzi naszej
epoki, a\ebym mógł odebrać znaczenie dzwiękom i pustym w wyobra\eniach ludzkich
słowom oraz przywrócić oglądowi przewagę w nauczaniu, jaka mu 'się nale\y przed
słowem i dzwiękiem, i , Tak, przyjacielu! Długo, długo jeszcze niewielu będzie
takich. Mielenie gębą w naszych czasach zbyt silnie wią\e się z zarabianiem na
chleb i z ró\nymi nawykami tysięcy i setek tysięcy spośród nas, aby nie trzeba
było jeszcze długo, bardzo długo czekać, zanim ludzie naszych czasów z
serdecznym uczuciem przyjmą prawdy tak dalekie od nich. Mimo wszystko idę swą
drogą i mówię: wszelka nauka dyktowana, objaśniana i analizowa-' na przez ludzi,
którzy nie nauczyli się mówić i myśleć zgodnie z prawami natury, i dalej,
wszelka nauka, której definicje zjawiają się w duszy dzieci jak deus ex machina,
albo raczej muszą być jak przez suflera w teatrze trąbione w ich uszy, wszelka
nauka idąca takim torem musi stać się nędzną komedią kształcenia. Gdzie
podstawowe siły ducha ludzkiego zostawia się w uśpieniu i szczepi się na
uśpionych siłach słowa, tworzy się marzycieli, którzy śnią tym dziwaczniej, im
ogromniejsze i bardziej pretensjonalne słowa zaszczepiono tym nędznym ziewającym
istotom. Tacy wychowankowie śnią te\ chętniej o wszystkim innym
140
w świecie ani\eli o tym, \e oni sami śnią i śpią; ale ludzie przy--tomni w ich
otoczeniu czują wszystkie ich pretensje'i mają ich -w" najlepszym razie za
lunatyków.
Kierunek, w jakim idzie natura rozwijając ród ludzki, jest nieodwracalny. Nie ma
i nie mo\e być dwóch dobrych metod nauczania. Istnieje tylko jedna dobra, ta,
która opiera się w całości na "wiecznych prawach Tiatury. Złych natomiast metod
jest nieskończenie wiele. Zło zaś ka\dej z nich zwiększa się w miarę, jak ona
odchyla się od praw natury, a zmniejsza się w tym stopniu, w jakim zbli\a się do
przestrzegania tych praw. Wiem nadto, \e ta jedyna dobra metoda nie znajduje się
ani w moich rękach, ani w rękach jakiegokolwiek człowieka, ale staram się
zbli\yć do tej jedynej, prawdziwie dobrej metody, wkładając w to całą zdolność,
jaką posiadam. - W ocenie wszystkich innych mam tylko jedną zasadę: po ich
owocach poznacie je. Zdolności ludzkie, instynkt macierzyński i-zdrowy rozsądek
matki jako skutki ka\dej metody uczenia są dla mnie jedynym sprawdzianem stopnia
jej wewnętrznej wartości. Ka\da natomiast metoda, która na czole swego'
wychowanka -wyciska piętno " stłumionych sił naturalnych i okazuje brak zdrowego
rozsądku matki, jest - moim zdaniem - potępiona, chocia\by wykazywała poza tym [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • razem.keep.pl