[ Pobierz całość w formacie PDF ]

ny. Czasami z pietruszką, ale wówczas nie ma to posmaku
tradycji. - Rozejrzał się po zatłoczonej sali. - Backhendel
powinien być spożywany w ogrodzie, w gorącą letnią noc,
wraz z dodatkiem schłodzonego białego wina. Takiego jak
 Gumpoldskirchner".
- Wolę wino  New York State". Najlepsze na świecie
i z łatwą do wymówienia nazwą.
- Tak, ale...
- Ale co? Powinniśmy popierać rodzimy przemysł.
- Nacjonalistka - mruknÄ…Å‚ i odwróciÅ‚ siÄ™ w stronÄ™ cze­
kającej kelnerki, ubranej w strój podobny do tego, jaki
nosiła hostessa, uzupełniony niewielkim czepkiem.
Młoda kobieta potrząsnęła głową, aby odrzucić wstążki
przeszkadzające jej w patrzeniu, i zanotowała zamówienie.
Rzuciła przez ramię spłoszone spojrzenie w stronę kuchni
i odeszła.
- Kiepsko z obsługą - zauważyła Libby.
- Mm. - Joe nie wyglądał na przejętego tym faktem. -
Wszystkie nowo otwarte restauracje majÄ… podobny prob­
lem. Ważne, żeby kucharz stanął na wysokości zadania.
Kiedy kelnerka przyniosła zamówione dania, Libby u-
znała, że szef kuchni musi być prawdziwym geniuszem.
Grube plastry jagniÄ™cego miÄ™sa opieczono na zÅ‚ocisty ko­
lor i udekorowano bukietem warzyw oraz ziemniakami.
- WyglÄ…da wspaniale, a pachnie jeszcze lepiej - powie­
działa do kelnerki, która właśnie stawiała talerz przed Joem.
- Tak, nasz kucharz... - Dziewczyna obróciła się
w stronÄ™ Libby, lecz przy tym ruchu straciÅ‚a jednÄ… ze wstÄ…­
żek, umocowanych do jej czepka. Skrawek materiaÅ‚u wylÄ…­
dował w sałatce Joego.
- Boże! -jęknęła kelnerka. - Przepraszam!
- Nic się nie stało - uśmiechnął się Joe i sięgnął po
wstążkę. - Zatrzymam jako miłą pamiątkę z dzisiejszego
obiadu. Będzie pani wygodniej bez tej ozdoby.
- Szczera prawda - westchnęła dziewczyna. - Ciągle
plątała mi się po twarzy. Zaraz przyniosę panu inną sałatkę.
- ChwyciÅ‚a talerz i zniknęła na kilka chwil, po czym wró­
ciła z nowym zestawem jarzyn.
- Palce lizać - wymruczaÅ‚a Libby, delektujÄ…c siÄ™ da­
niem. - Jak twój kurczak?
- Wyśmienity. - Joe odkroił kawałek i położył go na
talerzu swej towarzyszki. - Spróbuj.
Uczyniła zadość jego prośbie.
- Bardzo dobry - powiedziaÅ‚a. Joe wpatrywaÅ‚ siÄ™ w le­
żący przed nią kawałek mięsa.
- PoczÄ™stowaÅ‚eÅ› mnie, aby samemu spróbować? - spy­
tała ze śmiechem.
- Jeśli byłabyś tak uprzejma.
- OczywiÅ›cie. - PrzeÅ‚ożyÅ‚a część potrawy na jego ta­
lerz. - Te porcje są olbrzymie, a chcę jeszcze zostawić
miejsce na deser.
- Znakomity pomysł - odpowiedziała poważnie. -
Wiedeńskie torty są najlepsze na świecie.
I niezwykle tuczące, pomyślała w jakiś czas pózniej
Libby, przełykając ostatni kawałek ciasta. Odłożyła widel-
czyk i sięgnęła po kawę ozdobioną olbrzymią porcją bitej
śmietany.
- Przepyszne. Dziękuję, że mnie tu zaprosiłeś.
- Cała przyjemność po mojej stronie. - Joe wydobył
ostatnią przesiąkniętą koniakiem truskawkę ze swojego
spanische windtorte. - Ta restauracja ma znakomitÄ… przy­
szÅ‚ość, pod warunkiem że zostanie zÅ‚agodzonych kilka nie­
wielkich niedociągnięć. - Dotknął palcem wstążki leżącej
na stole.
- Wracamy do mnie? - spytała Libby.
- Nie. Zostawiłem kontrakt u siebie i zaprogramowałem
ekspres, żebyśmy po przyjściu mogli napić się świeżej kawy.
- %7łona będzie miała z ciebie pociechę - zaśmiała się
Libby, nie zwracajÄ…c uwagi na jego grymas.
- Chodzmy. - Wziął do ręki rachunek. - Praca zajmie
nam wiełe czasu. Musimy zmienić kilkanaście punktów.
- Zobaczymy - mruknęła Libby idąc za nim w stronę
szatni.
NiedÅ‚ugo potem z gÅ‚Ä™bokim westchnieniem ulgi zanu­
rzyła się w miękkie materace olbrzymiej kanapy, stojącej
w mieszkaniu Joego. Z zaciekawieniem rozjerzała się po
salonie. Podczas swej poprzedniej wizyty byÅ‚a zbyt zdener­
wowana, aby zwracać uwagÄ™ na szczegóły. Jej wzrok przy­
ciągnęła kolekcja miśnieńskiej porcelany, wyeksponowana
w zabytkowej, przeszklonej szafce oraz ciemnoczerwony
perski dywan zawieszony na Å›cianie. W zadziwiajÄ…cy spo­
sób korespondowaÅ‚ on z modernistycznym obrazem wiszÄ…­
cym nad kanapÄ….
- Proszę. - Joe wręczył jej kubek z parującą kawą, po
czym zdjął marynarkę oraz krawat i rzucił je beztrosko na
krzesło.
- DziÄ™kujÄ™. - Libby pociÄ…gnęła Å‚yk i odstawiÅ‚a naczy­
nie na pobliski stolik.
- DaÅ‚eÅ› sobie radÄ™ z projektem? - spytaÅ‚a, gdy mężczy­
zna począł przerzucać sterty papieru pokrywające biurko.
- Nie - odparł zamyślony. Nie zareagował, gdy stos
wydruków komputerowych niespodziewanie wylądował
na podłodze.
- Z przyjemnością muszę stwierdzić, że nie jesteś takim
ideałem, za jaki pragniesz uchodzić. Masz przynajmniej
jednÄ… wadÄ™. - Libby schyliÅ‚a siÄ™ i poczęła zbierać rozsypa­
ne kartki.
- JakÄ…? - mruknÄ…Å‚.
- Wciąż bałaganisz.
- Tworzę - poprawił ją. - %7łony... - przerwał, jakby
wstydząc się tego, co chciał powiedzieć.
- Bardzo mądrze. - Libby odłożyła papiery na stolik. -
Najważniejsze, żeby mózg nie zastrajkował.
- Nie mów o strajkach - skrzywił się Joe. - Zbyt mocno
pachną kłopotami.
- A miałeś jakieś?
- Trochę - Zaczął przeglądać następną stertę. - Wielu
pracowników przemysłu tekstylnego oburza fakt, że rynek
zalewany jest taniÄ… importowanÄ… odzieżą, w dodatku kie­
pskiej jakości.
W jego głosie pobrzmiewała nuta zdenerwowania.
- Spokojnie - powiedziaÅ‚a Å‚agodnie Libby. - Przy na­
stępnych zakupach zwrócę uwagę na metkę.
- PowinnaÅ› - odparÅ‚ poważnie. - Problem tanich arty­
kułów z importu nie dotyczy jedynie dziewiarstwa.
Cisnął papiery w kąt biurka i z desperacją rozejrzał się
po pokoju.
- Gdzie ja to wsadziłem?
Libby, rozumiejąc, że pytanie nie było skierowane do
niej, wróciła do tematu.
- Czym się właściwie zajmujesz? Wspominałeś, że
twój ojciec był...
- Krawcem. Kiedy mieszkaÅ‚ w Polsce. Po wyemigro­
waniu rozpoczÄ…Å‚ na dużą skalÄ™ produkcjÄ™ eleganckiej dam­
skiej bielizny.
- Bielizny?! - Libby wybuchnęła niepowstrzymanym
Å›miechem. Widok Joego w otoczeniu jedwabnych majte­
czek i satynowych halek wydał jej się ogromnie zabawny.
Wyglądem zupełnie nie pasował do swojej profesji.
- Na początku - dodał oschle mężczyzna. - W ciągu
kilku lat rozszerzyliśmy naszą działalność. Produkujemy
stroje sportowe, zarówno dla kobiet, jak i mężczyzn,
płaszcze damskie z włókien naturalnych oraz ubranka
dziecięce.
- Bieliznę! - krztusiła się Libby, nie zwracając uwagi
na to, co powiedział pózniej. [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • razem.keep.pl