[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Panowie przyjeżdżają teraz po jedenastej. Było warto.
 Cóż, zarabianie na życie to również słuszna sprawa. A przynajmniej tak mi się
wydaje.  Zakłopotana Marta potarła dłoń.
 O, z całą pewnością. Pozostaw zatem tę kwestię Jackowi. Nam, kobietom, życie
wyznaczyło zupełnie inne zadania.
 Wiesz, Paulina... Nie każdy może sobie pozwolić na takie życie. Albo nie każdy
chce.
Stawska udała, że nie słyszy uwagi.
 Na szczęście za niektórych decyduje los. A w twoim przypadku ze zrządzenia
losu może wykluć się coś pozytywnego. Mam przeczucie.  Chłodna dłoń
z perfekcyjnym bladobeżowym manikiurem wylądowała na ramieniu Marty. 
Od razu wiedziałam, że wiele nas łączy.
 Właściwie to przyszłam porozmawiać o czymś zupełnie innym...
 Wspaniale!  rozjaśniła się Paulina, ustawiając wypełnione kawą filiżanki
na spodeczkach.  Zapraszam do salonu. Nie zwykłam przyjmować gości w kuchni.
Usiadły na skórzanych fotelach w lśniącym bielą pomieszczeniu, w którym
jedynymi akcentami kolorystycznymi były: jasna dębowa podłoga i trzy różowe
storczyki stojące w równym szeregu na parapecie.
 Zatem słucham  odezwała się Paulina, wyraznie zadowolona, że Marta zjawiła
się właśnie u niej.
 Nie mogę przestać myśleć o tym, co zaszło w naszym domu...
 Przepraszam cię za Grzegorza. Chciałam was nawet odwiedzić i powiedzieć, jak
bardzo mi przykro, ale uznałam, że w tej sytuacji lepiej nie zakłócać wam spokoju.
 Och, nie chodzi wcale o Grzegorza. Nie potrafię przestać myśleć o tragedii tej
kobiety. Spędza mi to sen z powiek.
Paulina odstawiła kawę na mały minimalistyczny stolik z przezroczystego szkła.
Mebel wyglądał jak projekt studenta pierwszego roku ASP, który bardziej chce, niż
potrafi.
Jej mina świadczyła o rozczarowaniu tematem rozmowy.
 Ja również długo dochodziłam do siebie po tym wydarzeniu. Bo Wioletta nie
miała powodu, by targnąć się na życie. Wierz mi, naprawdę żadnego.
 Jakieś domysły?
 A skąd! No bo sama powiedz... Dopiero co skończyła czterdzieści lat. Miała
dziesięcioletniego syna Filipa i wspaniałego męża. Marek jest właścicielem świetnie
prosperującej firmy produkującej okna, z filiami w Niemczech i we Francji.
Nawiasem mówiąc, wyposażył w okna wszystkie domy na naszym osiedlu. Wioletta
miała na wszystkie swoje zachcianki. Wystarczyło, że szepnęła słówko, a marzenia
ziszczały się jak za sprawą zaklęcia:  Stoliczku, nakryj się! . Wakacje na Seszelach?
Proszę bardzo. Prywatny kierowca, bo nigdy nie zrobiła prawa jazdy? Nie ma sprawy.
Wypad na zakupy do Barcelony? Już się robi. Jej jedynym obowiązkiem było
zajmowanie się Filipem i sobą. A Marek nie był szczególnie wymagający.
Do szczęścia wystarczało mu sprawianie przyjemności najbliższym.
 Może nie była szczęśliwa w małżeństwie?  podsunęła Marta.
 %7łartujesz? Wątpię. Zawsze powtarzała, że syn i mąż to jej cały świat.
 To może on ją zdradzał?
 Nie sądzę.
Marta przygryzła dolną wargę.
 Więc co takiego...
 To bardzo dobre pytanie, tyle że skazane na brak odpowiedzi. Był czas, że
zadawałam je sobie nieustannie. Wioletta nie zostawiła żadnej wskazówki. Listu czy
czegoś w tym rodzaju.
 Długo się znałyście?
 Trzy lata. Ale to był intensywny czas. Tworzyłyśmy zgraną paczkę: Sabina,
Małgosia, Wioletta i ja. Dlatego gdy zabrakło jednej, poczułyśmy się naprawdę
okropnie.  Paulina zapatrzyła się przed siebie.  Długo nie potrafiłyśmy
zaakceptować, że w tym miejscu zamieszka ktoś inny. Marek stracił do niego serce,
i trudno mu się dziwić, agentowi trochę czasu zajęło znalezienie nabywcy. Gdy
emocje nieco opadły, pojawiliście się wy. Miałam mieszane uczucia, ale teraz... 
Popatrzyła na Martę.  Naprawdę cieszę się z sąsiedztwa.
 To okropne.  Marta sposępniała.  Nie wiem, czy kiedykolwiek uda mi się
zapomnieć.
 Skoro my daliśmy radę oswoić tę tragedię... W końcu ty jej nie znałaś.
 Może masz rację?
 A tak między nami...  Paulina ściszyła głos.  Tylko nie mów nikomu! Jeśli
chcesz znać moje zdanie, Wiola postąpiła egoistycznie. Ot tak zostawiła męża
i dziecko, bez słowa wyjaśnienia. Postanowiła umrzeć i już. Co ją niby tak dręczyło,
że nie mogła tego wytrzymać?
Aż do dziś Marcie wydawało się, że ludzie targają się na życie w dramatycznych
życiowych sytuacjach, a z opowieści Pauliny wynikało, że nic nie zapowiadało
tragedii. Zrobiło jej się żal nieznajomej.
 Grasz w tenisa?  zmieniła temat Paulina.
Nie lubiła oglądać się wstecz, a już na pewno nie wtedy, gdy nie mogła nic zrobić.
Nienawidziła bezsilności.
 Nigdy nie próbowałam...
 Koniecznie musisz zacząć! Może wybierzesz się ze mną w czwartek na kort?
Znam wspaniałego instruktora.
 W sumie czemu nie?
Nie zanosiło się, że w najbliższym czasie będzie miała coś lepszego do roboty.
 Idealnie. Zatem jutro herbata u mnie, a pojutrze tenis. A jak kawa? Smakuje? 
zainteresowała się Paulina.
 Wyśmienita  odparła Marta, choć szczerze mówiąc, wolała swoją pospolitą
rozpuszczalną.
Wiedziała już jednak, że Paulinie lepiej nie mówić takich rzeczy.
Po powrocie do domu Marta włączyła telewizor. Znajome tło pozwoliło jej odciąć
się od wszelkich ewentualnych nieznanych odgłosów, stukotów, od wszystkiego, co
mogłoby wzbudzać niepokój.
Sobotnie rewelacje sprawiły, że zwyczajne domowe dzwięki nabrały nowych
znaczeń. Po prostu obawiała się, że natknie się na ducha Wioletty. Dlatego kiedy
przed szóstą na podjezdzie rozległ się warkot samochodu, Marta odetchnęła z ulgą.
 Nie ma obiadu?  jęknął Jacek, wchodząc do kuchni.
 Jak to: nie ma? Właśnie wstawiłam wodę na makaron.  Marta pocałowała męża
na powitanie.
 Myślałem, że będzie pachniało już od progu. Przecież wiem, jak potrafisz
gotować. Ta ostatnia wołowina, mniam!  rozmarzył się Jacek.
 Jestem pełnoetatową panią domu zaledwie od tygodnia, więc nie oczekuj
spektakularnej metamorfozy. Poza tym nie sądzę, aby ten stan miał się okazać
przewlekły.
 A tak na chwilkę? Może jednak nabierzesz ochoty, by wejść w rolę, co?
Jacek nie potrafił ukryć rozczarowania na widok makaronu. Zwiderki! Ich akurat
nie lubił najbardziej. [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • razem.keep.pl