[ Pobierz całość w formacie PDF ]

- JesteÅ› zabezpieczona?
- Nie.
Nic nie mogło jej zabezpieczyć przed jego nieodpartym urokiem. Lecz oczywiście
Larenz miał zupełnie coś innego na myśli. Gdy wyciągnął z kieszeni dżinsów maleńki
pakiecik, wbrew rozsądkowi poczuła coś w rodzaju rozczarowania.
R
L
T
- Widzę, że się przygotowałeś - zauważyła.
- Powiedzmy, że robiłem sobie pewne nadzieje - wymamrotał.
Ellery znów wyłączyła umysł. Oddała mu całą siebie bez oporów, bez żalu. W
momencie połączenia odczuła tylko lekki ból, nieporównywalny z rozkoszą, którą ją po-
tem obdarzył.
Gdy odpoczywała z głową złożoną na jego piersi, delikatnie gładził jej ramiona i
plecy.
- Powinnaś mnie uprzedzić, że jesteś dziewicą - wytknął łagodnym, zmysłowym
głosem.
Ellery przyszło do głowy, że rozczarował go jej brak doświadczenia.
- Czy to takie ważne? - rzuciła pozornie lekkim tonem.
Za nic w świecie nie przyznałaby się, że obawiała się tylko tego, że skradnie jej
serce.
- Tak, zwłaszcza dla kobiety. Gdybym wiedział...
- To co? - spytała, unosząc głowę i zaglądając mu w oczy. - Bardziej byś dbał o
moje odczucia czy w ogóle byś zrezygnował?
Larenz westchnął, przyciągnął jej głowę z powrotem do swojej piersi i pogładził po
skroni.
- Po prostu wolałbym wiedzieć.
Ellery zamknęła oczy. Nagle ogarnęła ją senność.
- Myślałam, że to bez znaczenia. Spełniłam tylko swoje pragnienie.
- Coś podobnego! A ja naiwnie sądziłem, że to ja cię uwodzę - roześmiał się w
odpowiedzi.
Zawtórowała mu śmiechem, zadowolona, że znów ją tuli. Mogłaby przeleżeć w
jego objęciach całą wieczność.
Po chwili jednak wstał i wziął ją na ręce. Słodko zmęczona i senna Ellery nie miała
siły pytać, co zamierza.
Zaniósł ją po schodach i przez ciemne korytarze do sypialni pana domu, ułożył w
świeżej pościeli, którą zmieniła przed kilkoma godzinami. Mimo że nie widziała w
R
L
T
ciemności jego twarzy, obdarzyła go wyczekującym uśmiechem, niemal pewna, że zaraz
znów porwie ją w ramiona. Lecz Larenz tylko pocałował ją w czoło i powiedział:
- Miłych snów, moja Lady Shalott.
Zanim zdążyła zaczerpnąć oddechu, wyszedł, zamykając za sobą drzwi. Po chwili
usłyszała jego kroki na schodach.
Chłód przeniknął ją do szpiku kości, nie tylko wskutek kontaktu nagiej skóry z
zimną pościelą. Zadawała sobie pytanie, dlaczego tak nagle ją opuścił. Zupełnie niepo-
trzebnie. Doskonale znała odpowiedz: ofiarował jej tylko tę jedną noc. Wyraznie dał do
zrozumienia, że nie powinna oczekiwać niczego więcej.
Lecz logiczne argumenty nie rozproszyły smutku. Sen wciąż nie przychodził.
Wstała, wyciągnęła z szafy szlafrok, przygotowany dla gości i po cichutku zeszła na par-
ter.
Nie zastała Larenza na dole. Przemknęło jej przez głowę, że wyjechał niepostrze-
żenie, że pocałował ją w czoło po raz ostatni, na pożegnanie. Lecz po wejściu do salonu
ujrzała skotłowane ubrania na podłodze. Po ogniu w kominku pozostał tylko popiół.
Jęknęła z bólu i wyszła do kuchni. Potrzebowała gorącej herbaty na rozgrzewkę. Roz-
sypany groszek i stłuczone szkło zbyt boleśnie przypominały, jakie szaleństwo popełniła.
Zmiatając je, powtarzała sobie, że nie powinna cierpieć. Nie oczekiwała przecież niczego
prócz chwili zapomnienia.
Jednak wrzucając śmieci do kosza, pochwyciła swoje odbicie w szybie. Blada,
umęczona, z rozpuszczonymi włosami wyglądała jak duch wyklętej Lady Shalott. Tym
razem nie zdołała powstrzymać łez.
Na górze, w swojej sypialni Larenz westchnął ciężko. Choć ciało pragnęło dalsze-
go ciągu, rozsądek kazał mu opuścić Ellery Dunant. Popełnił wielki błąd.
Zwykle starannie wybierał partnerki na jedną noc, czasami na tydzień. Nikomu nie
robił złudzeń. Z góry określał warunki, żeby mieć pewność, że nikogo nie skrzywdzi.
Lecz gdy Ellery mu uległa, jej błogie westchnienie uświadomiło mu, że może ona ocze-
kiwać czegoś więcej. Nie przyszło mu do głowy, że uwodzi dziewicę. Ocenił ją na dwa-
R
L
T
dzieścia kilka lat. Dlaczego postanowiła ofiarować mu swoje dziewictwo na podłodze
własnego salonu?
Zawstydzony, dręczony wyrzutami sumienia, odszedł od okna.
Nie zwykł łamać niewieścich serc, lecz gdyby przy niej został, pewnie pokochała-
by go niczym wyklęta Lady Shalott niedostępnego Lancelota. Nie istniał nawet cień na-
dziei na szczęśliwe zakończenie ani w starej legendzie, ani w prawdziwym życiu. Wie-
dział o tym z własnego doświadczenia.
Zbyt wiele rozczarowań przeżył, by ryzykować kolejne odtrącenie. Nie mógł sobie
pozwolić na taki luksus jak romans z Ellery Dunant. Lecz wciąż widział przed sobą fioł-
kowe oczy. Jego ciało nadal pamiętało każdy dotyk. Choć ponad wszystko pragnął znów
ją przytulić, przemocą odpędził wspomnienia.
Ale sen nie chciał przyjść.
R
L
T
ROZDZIAA SZÓSTY
Następnego ranka Ellery obudziło jasne światło słońca. Szron pokrył ziemię. Chy-
ba w końcu zasnęła, ale nie wypoczęła. Usiłowała przepędzić smutek, który ogarnął ją po
wyjściu Larenza. Na próżno tłumaczyła sobie, że nie oczekiwała niczego więcej, niż do-
stała.
Związawszy włosy w codzienny ciasny koczek, zeszła zrobić śniadanie jak co
dzień. Kuchnia, posprzątana przez nią w nocy, wyglądała tak zwyczajnie, jakby się nic
nie zmieniło, lecz lekki ból między udami i znacznie dotkliwszy w sercu boleśnie przy-
pominały, jak wielka w jej życiu zaszła zmiana.
Roztrzepała jajka i pokroiła pieczywo na grzanki, choć nie wiedziała, czy Larenz
zejdzie na śniadanie. Może wyjechał? W domu panowała absolutna cisza. [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • razem.keep.pl