[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Będzie musiał znalezć dla niej jakiś kawałek miejscowego materiału, bo szkoda by było
zmarnować ciężką pracę, pozwalając jej znowu wlezć w te zle wyprawione skóry, które nosiła
poprzednio.
To właśnie owo wspaniałe samopoczucie kazało mu ryknąć, by otworzono drzwi i pomaszerować
w rześki poranek na swoje stanowisko pracy. Mikah już tam był - ponury, zły i pobrzękujący
łańcuchami. Jason uśmiechnął się doń najbardziej przyjacielskojak potrafił, ca jedynie jeszcze
bardziej rozjątrzyło moralne rany Samona. *
- Dla niego również tylko kajdany na nogi - polecił Jason. - I to prędko. Mamy przed sobą wielką
robotę. Obrócił się w stronę silnika, zacierając ręce w radosnym podnieceniu.
Zakrywająca silnik osłona była wykonana z cienkiego metalu; nie mogło się pod nią ukrywać
zbyt wiele sekretów. Ostrożnie zeskrobał nieco farby i odnalazł tylko" pomarszczony, zalutowany
styk dwóch krawędzi. Przez jakiś czas ostukiwał osłonę od góry do dołu, przyciskając ucho do
metalu i w końcu był już zupełnie pewien, że, tak jak podejrzewał za pierwszym razem, osłona
istotnie jest wypełnionym jakimś płynem metalowym zasobnikiem o dwóch ściankach. Wystarczy
go przebić i koniec. Osłona służyła więc jedynie do ukrycia tajemnic silnika. Ale przecież
Appsalańczycy musieli jakoś ją rozbrajać, by reperować silnik. Czy rzeczywiście musieli? Cała
konstrukcja miała z grubsza kształt prostopadłościanu i osłona tworzyła tylko pięć ścian. A co z
szóstą - z podstawą?
- Widzę, że zaczynasz myśleć, Jaśonie - powiedział do siebie i uklęknął, by zbadać spód. Naokoło
wystawała szeroka kryza z lanego żelaza przewiercona czterema otworami na śruby. Wyglądało
na to, że osłona została przylutowana do podstawy, musiały być jednak i inne, ukryte połączenia,
ponieważ okrywające silnik pudło nie drgnęło nawet, mimo że ostrożnie zeskrobał część
zalutowanego połączenia.
A więc rozwiązanie musiało znajdować się na szóstej ścianie.
- Chodz tu, Mikah - zawołał. Samon niechętnie oderwał się od ciepłego piecyka i podszedł,
powłócząc nogami. - Zbliż się i patrz na tę średniowieczną machinę. Pogadamy, a ty udawaj, że
omawiamy sprawy techniczne. Będziesz ze mną współpracował?
- Nie chcę, Jaśonie. Obawiam się, że zbrukasz mnie swym dotknięciem, tak jak zbrukałeś innych.
- No cóż, nie powiedziałbym, że jesteś zbyt czysty...
- Nie miałem na myśli brudu fizycznego.
- A ja tak. Doprawdy, przydałaby ci się kąpiel i dobry szampon. Nie obawiam się o stan twej
duszy, możesz walczyć o nią kiedy zechcesz. Ale jeżeli będziesz współpracować ze mną, znajdę
sposób, by się stąd wydobyć i dostać do miasta, w którym wyrabiają te silniki. Jeżeli
gdziekolwiek znajdziemy drogę ucieczki z tej planety, to tylko tam.
- Zdaję sobie z tego sprawę, ale wciąż się waham.
- Drobne poświęcenia mogą zaowocować wielkim dobrem. Czyż jedynym powodem tej podróży
nie było oddanie mnie w ręce sprawiedliwości? Nie dokonasz tego siedząc tu i pleśniejąc jako
niewolnik.
- Jesteś adwokatem diabła, Jaśonie, igrając tak z moim sumieniem, ale to co powiedziałeś, jest
prawdą. Pomogę ci w przygotowaniu naszej ucieczki.
- Doskonale. A teraz bierzemy się do roboty. Powiedz Narsisiemu, by skombinował przynajmniej
trzy solidne belki, takie jak te, do których byliśmy przykuci. Dostarcz je razem z kilkoma
łopatami.
Niewolnicy złożyli belki pod samym ogrodzeniem
ze skór, Edipon bowiem nie pozwolił im przejść dalej i Mikah wraz z Jasonem z trudem
przeciągnęli je na miejsce. Kiedy Jason napomknął, że przypatrujący się d'zertanoj mogliby
trochę pomóc, producenci wody mocy, którzy nigdy nie zajmowali się pracą fizyczną, uznali to za
bardzo śmieszny pomysł. Wreszcie belki znalazły się koło silnika. Jason wykopał pod nimi tunele
i wsunął w nie kłody drewna. Gdy to zrobił, ustąpił miejsca Mikahowi, który zabrał się do
wybierania piasku spod machiny. W końcu stanęła nad wykopem, wsparta jedynie na belkach.
Jason zszedł na dół i obejrzał spód silnika. Był gładki i bez żadnych szczególnych śladów.
Ponownie odskrobał ostrożnie farbę wokół brzegów. W tym miejscu lity metal ustępował lutowi.
Jason wydłubywał go dopóty, dopóki się nie przekonał, że fragment arkusza blachy "został
zalutowany na brzegach i przymocowany do podstawy. - Spryciarze z tych Appsalańczyków -
mruknął pod nosem- i zaatakował spoinę nożem. Kiedy uwolnił już jeden kraniec, ostrożnie
odsunął arkusz metalu, uważając, czy nic nie jest doń przymocowane i czy nie uruchomi w ten
sposób jakiejś pułapki. Płat blachy zsunął się łatwo i z brzękiem spadł na dno wykopu. Ukazała
się gładka powierzchnia z twardego metalu.
- Starczy jak na jeden dzień - oznajmił Jason wyłażąc z wykopu i otrzepując ręce. Było już prawie
ciemno. - Zrobiliśmy już wystarczająco dużo i chcę trochę pomyśleć, zanim przystąpię do dalszej
pracy. Jak na razie, mieliśmy szczęście, ale nie sądzę, że dalej pójdzie równie gładko. Mam
nadzieję, że wziąłeś ze sobą walizkę, bo przeprowadzasz się do mnie.
- Nigdy! Gniazdo grzechu, deprawacji...
Jason spojrzał mu zimno w oczy i mówiąc szturchał go palcem w pierś, akcentując w ten sposób
każde słowo. [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • razem.keep.pl