[ Pobierz całość w formacie PDF ]

na placu, zatrzymał się i przestał krzyczeć. Zamiast tego zaczął się kręcić
w kółko, jakby nie pamiętał, kim właściwie jest. Goście restauracji ze
wzburzeniem przyglądali się zaniedbanemu, rozczochranemu człowiekowi,
chudemu i delikatnemu, a mimo to emanującemu grozą. Jakiś dobry
samarytanin, inny Harranita, podszedł do szaleńca i przemówił do niego
łagodnie, oferując mu pomoc, ale ten przekrzywił jedynie głowę, wydał
z siebie kilka niezrozumiałych dzwięków i rzucił się na rozmówcę.
Przypominał zapędzonego w kąt, przerażonego psa, który naciera, by ocalić
własne życie. Bynajmniej nie działał jednak w samoobronie  starszy
Harranita skoczył na życzliwego przechodnia, powalił go na ziemię i zaczął
okładać. Ludzie w restauracji zerwali się z krzeseł, wołając o pomoc, a wokół
szaleńca zgromadził się tłum gapiów, zbyt przerażonych, by interweniować.
Gdy przechodzień przestał się opierać, starzec zaczął go dusić. Zwiadkowie
zdarzenia prosili go po arabsku, by przestał.
 Niech ktoś go powstrzyma!  krzyknął ojciec Mel.  Policja!
Jakby w odpowiedzi na jego słowa rozległy się gwizdy i na placu
pojawiło się kilku funkcjonariuszy. Otoczyli starca, który wypuścił już
pozbawioną przytomności ofiarę i wstał.
 Czy on oszalał?  spytał Paul mamę nieco płaczliwym głosem.
 Jest z nim coś nie tak, skarbie  potwierdziła Janine Wyatt, również
poruszona widowiskiem.
81/250
Policja wykrzykiwała polecenia, ale napastnik ani myślał ich słuchać.
Nieoczekiwanie pomknął ulicą, którą przybiegł. Policjanci popędzili za nim.
Wrzaski i wrzawa po chwili ucichły, przegnane syreną karetki pogotowia
i sygnałami samochodów policyjnych. Wyattowie i ich przyjaciele tego już
nie oglądali. Wstrząśnięci, zostali odtransportowani do hotelu w Nowym
Mieście. Marzyli tylko i wyłącznie o bezpiecznym schronieniu w bardziej
cywilizowanych warunkach.
Tej samej nocy Mel usłyszała, jak jej rodzice rozmawiają o incydencie.
 Czy to miejsce naprawdę jest bezpieczne?  spytała mama.
 Tak nam obiecywano  padła odpowiedz.
Od momentu przyjazdu aż do tej chwili Mel nie widziała niczego
osobliwego ani niebezpiecznego. Powiedziała sobie w myślach, że znalazła
się po prostu w innej części świata, gdzie kultura oraz obyczaje różniły się od
tych, które panowały w jej ojczyznie.
Czy jest się czym przejmować?
* * *
Właściciel sklepu z przyprawami przypomniał Mel o owym szaleńcu
widzianym w Starym Mieście. Co się stało z tym nieszczęśnikiem? Czy
policja go złapała? Może go zabito? Jej rodzina wyczytała następnego dnia
w gazecie, że człowiek, który chciał mu pomóc, umarł po przybyciu do
szpitala. A więc stała się świadkiem zabójstwa. Zamordowano kogoś na jej
oczach. Nigdy wcześniej czegoś podobnego nie doświadczyła.
W porównaniu z tym, czego była świadkiem przez ostatnie dwadzieścia
cztery godziny, wydawało się to teraz błahostką.
Mel odpechnęła wspomnienie, dokończyła jabłko i wrzuciła ogryzek do
kosza przy ladzie.
82/250
 Shokran  powiedziała raz jeszcze swemu dobroczyńcy, a potem bez
wahania wyszła na zewnątrz. Ahmad nadal coś do niej mówił, ale
zignorowała go i szła dalej przed siebie. Mel doceniała jego uprzejmość
i przyjazne nastawienie, ale nie chciała przebywać w towarzystwie zdrowych
ludzi. Co by się stało, gdyby zaczęła się przemieniać przy staruszku?
Przecież stanowiła śmiertelne zagrożenie! Nie mogła przebywać w otoczeniu
zdrowych. Lepiej było wędrować samotnie, nawet jeśli czyjeś towarzystwo
oznaczałoby większe bezpieczeństwo. Czy niechęć do innych osób również
była jednym z symptomów choroby? Mniejsza o to. Mel uznała, że na
wszelki wypadek będzie się trzymać z dala od ludzi, zarówno chorych, jak
i zdrowych.
Gdy znalazła się na ulicy, rozejrzała się i znów ruszyła na północ.
6.
11:00
Po zjedzeniu jabłka Mel poczuła nudności, a przypominające grypę
symptomy zaatakowały silniej niż dotąd. Zwiat ponownie przybrał żółtawy
odcień, a głowę miała ciężką, jakby wypchano ją ołowiem. Już miała minąć
kolejną boczną uliczkę, gdy nudności stały się nie do opanowania. Skręciła
za róg i zwymiotowała. Na szczęście żaden z Zarażonych nie czyhał tam na
nią. Kolana uginały się pod nią i dziewczyna osunęła się wolno na ziemię,
oparta plecami o ścianę. Smród wymiocin był obrzydliwy i zmusiła się jakoś,
by powstać i przejść na drugą stronę ulicy, gdzie usiadła na kilka minut.
 Muszę odpocząć& 
Wsunęła rękę do plecaka i wyłowiła napoczętą butelkę wody.
Wystarczyło kilka łyków, by oczyścić usta z nieznośnego smaku. Miała
ochotę wypić zawartość do dna, ale to ograniczałoby jej zapasy do raptem
jednej butelki. Ucieszyła się w duchu z tego, że pozostało jej jeszcze tyle siły
woli, aby ocalić kilka łyków na przyszłość!
Zbliżało się już południe i robiło się naprawdę gorąco. Nie dotarła tak
daleko, jak założyła wcześnie rano. Park nadal znajdował się w sporej
odległości. Ba, nie dotarła nawet do stadionu! Czuła się zle i nie miała
pojęcia, czy znajdzie w sobie siłę, by powstać i ruszyć w dalszą drogę. Czy
nadszedł moment, by złapać za rewolwer i nacisnąć spust? Czy zbliżała się
84/250
przemiana? Choroba stawała się coraz gorsza. Przygnębienie narastało
i dziewczyna miała ochotę zacząć szukać winnych. Po co w ogóle przybyła
na te nieszczęsne igrzyska? %7łałowała, że ubiegała się o miejsce!
Znalazła broń, która nagle wydała jej się cięższa niż przedtem, i po raz
drugi przytknęła ją do skroni.
 To byłoby takie proste! Wystarczy nacisnąć spust i po wszystkim!
Uwolniłabym świat od kolejnego Zarażonego! Dalej, na co czekasz?
Zawahała się jednak i w końcu odłożyła rewolwer. Miała ochotę
wybuchnąć płaczem, ale zamiast tego powtórzyła jedynie swą mantrę:
 Odpocznij chwilę, może poczujesz się lepiej. Oddychaj głęboko, zanurz się
w nicość&  .
* * *
 Wyatt, jedziesz na te porąbane igrzyska!  oznajmił trener Barnes po
próbach.  Gratulacje! Jestem z ciebie dumny!
Serce Mel wypełniła wielka radość. Słowa trenera miały dla niej ogromne
znaczenie. Bardzo go szanowała. W końcu to od niego nauczyła się
powtarzać słowo  porąbane przy każdej okazji.
 Rany, zostałam wybrana do udziału w Zwiatowych Igrzyskach
Lekkoatletycznych w Harranie!
Gdy trener Barnes ogłosił w lutym, że ona jedna będzie reprezentować
ich szkołę, Mel poczuła się bardzo dumna. Była już w ostatniej klasie, co
oznaczało, że podczas letnich igrzysk będzie już szykować się do
rozpoczęcia nauki na pierwszym roku w college u. Tak czy owak, [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • razem.keep.pl