[ Pobierz całość w formacie PDF ]

instruktorów lotnictwa, poprzez wykładowców, a skończywszy
na kolegach i koleżankach z roku. Mimo swojego młodego
wieku, bo miał przecież zaledwie dwadzieścia jeden lat i tym
samym był młodszy od wszystkich na roku, już wkrótce będzie
miał dyplom w ręku.
- Ile ona ma lat? - zapytał Stolsky z czystej ciekawości.
Joe wzruszył ramionami i wyjął z szafki zdjęcie, na którym
widniała Mary wraz z Wolfem, Joem, i małym.
- Spójrz sam, jest wystarczająco młoda. Zresztą mój ojciec
też. Kiedy się urodziłem, miał mniej lat niż ja teraz.
Stolsky wziął zdjęcie do ręki i zaczął mu się przyglądać.
Emanowało ciepłem. Na pierwszy rzut oka było widać, jak
bardzo wszyscy się kochali. Aż dziw, pomyślał, że ta
niewielka, delikatna kobieta była w stanie udzwignąć ciężar tak
licznej rodziny.
- To zdjęcie sprzed kilku lat - wyjaśnił Joe. - Jest na nim
Michael, najstarszy z moich braci. Ma teraz cztery latka. Jest
jeszcze Joshua, który ma niecałe dwa.
183
Czytając o kolejnej ciąży Mary, Joe odczuwał niepokój. Obaj
jego bracia urodzili się przez cesarskie cięcie i Wolf zapewnił,
że nie będą mieli więcej dzieci, bo to zbyt niebezpieczne. Ale
Mary wygrała i tę bitwę, jak zwykle zresztą.
- Ona... ona nie jest Indianką. - Bill wydawał się być
zaskoczony. - Lubisz ją?
- Czy ją lubię? Kocham ją - odparł bez namysłu. - Gdyby
nie ona, nie znalazłbym się tutaj.  Wstał i podszedł do okna.
Sześć lat ciężkiej pracy i był u progu tego, co kochał ponad
wszystko, czego pragnął od dzieciństwa, odkąd tylko sięgał
pamięcią. To ona nauczyła go wierzyć w marzenia i dążyć do
ich realizacji. Jej to zawdzięczał.
Znalazł się w grupie nielicznych, którym zaproponowano
dalsze szkolenie na pilota myśliwców. To kolejne lata
wytężonej pracy, ale czekał na nie z radością. Młodzi kadeci
myśleli już nawet o pseudonimach, których będą kiedyś
używać.
Wolf niespodziewanie zaszedł Mary od tyłu, objął ją
ramionami i pocałował. Jego duża, mocna dłoń delikatnie
pogładziła jej podbrzusze, w poszukiwaniu pierwszych oznak
życia ich najmłodszego dziecka. Wiedziała, że się o nią
martwi, ale czuła się naprawdę wspaniale i nie było żadnego
powodu do obaw.
- Uśmiechnij się, nigdy nie czułam się lepiej -
powiedziała. - Sam wiesz, że w ciąży mi bardzo do twarzy.
Nie chciałbyś mieć dziewczynki?
Musiał przyznać, że promieniała, ale mimo to wiedział, że to
trochę niebezpieczna gra. Lekarz przecież wyraznie
powiedział, że...
- Tak bardzo chciałabym mieć córeczkę... W razie czego
będziemy próbować aż do skutku - dodała z determinacją.
- O nie, na pewno nie. Zawrzyjmy umowę, jeśli to będzie
dziewczynka, to koniec, a jeżeli chłopiec...
184
- Spróbujemy jeszcze raz.
- Jeśli lekarz się zgodzi. Dobrze? Zawsze mówiłaś o
czwórce dzieci...
- W porządku -zgodziła się niezbyt chętnie.
- A może jednak... - dodała po chwili.
Położył palec na jej ustach.
- Nie ma mowy, ani jednego więcej. Czwórka i już. Koniec.
Kropka.
Rozczulił ją. Roześmiała się rozkosznie i wtuliła się w jego
mocny tors. Reakcja była natychmiastowa, nawet po pięciu
latach małżeństwa. Porwał ją na ręce i już po chwili
wylądowali w łóżku.
Potem, kiedy już spał, Mary uśmiechnęła się do siebie w
ciemności. Nigdy by wcześniej nie przypuszczała, że jej życie
tak się właśnie potoczy. Jak dziwnie czasem kieruje nami los,
pomyślała z zadumą, dobrze, że się nigdy nie poddałam. Teraz
wiedziała już na pewno, że tak długo, jak żyjemy, zawsze jest
nadzieja na to, że nagle wszystko się odmieni i nad naszymi
głowami zaświeci słońce. Ukochane wzgórze Mackenziech, to
wzgórze spełnionych nadziei. Nie tylko jej nadziei. Także
Wolfa i Joego, a może też ich dzieci?
185 [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • razem.keep.pl