[ Pobierz całość w formacie PDF ]

przeciwnika. Obie drużyny dawały z siebie wszystko. Gra była pełna napięcia i Królik
najwyrazniej nie wytrzymał. Ku przerażeniu (i rozbawieniu) tysięcy wiernych kibiców z
Messiny, chudy, kościsty i kruchy wpadł na murawę na wysokości trzydziestego piątego jarda
i zderzył się z Błyskawicą. Zderzenie, dla Królika, który miał wtedy co najmniej czterdzieści
lat, niemal śmiertelne, nie wywarło na Loydzie najmniejszego wrażenia. Ot, mucha na
przedniej szybie samochodu.
Królik był w brązowych spodniach, zielonej sportowej bluzie, czapeczce, która
wystrzeliła w powietrze, by wylądować dziesięć metrów dalej, i w kowbojskich butach o
spiczastych noskach, z których jeden zsunął się z nogi, gdy jego właściciel szybował w
powietrzu. Ludzie siedzący w trzydziestym rzędzie przysięgali, że słyszeli trzask pękających
kości.
Gdyby Błyskawica biegł dalej, sytuacja byłaby mniej kontrowersyjna. Ale zderzenie z
Królikiem tak go zaskoczyło, że biedaczyna zerknął przez ramię, by sprawdzić, co lub kogo
właśnie staranował, i zerkając, stracił równowagę. Upadł, a raczej padał przez piętnaście
jardów i gdy wreszcie znieruchomiał na wysokości dwudziestego jarda, murawę pokryły żółte
flagi".
Podczas gdy pochyleni nad Królikiem asystenci trenera debatowali, czy wezwać
karetkę pogotowia, czy księdza, sędziowie szybko przyznali sześć punktów drużynie z
hrabstwa Green, z którą to decyzją Rake przez chwilę polemizował, by wreszcie ją uznać. Był
wstrząśnięty jak wszyscy pozostali, poza tym bardzo martwił się o Królika, który od chwili
upadku ani drgnÄ…Å‚.
Minęło dwadzieścia minut, zanim zebrano go z ziemi, delikatnie ułożono na noszach i
zniesiono z boiska. Gdy karetka odjeżdżała, dziesięć tysięcy kibiców z szacunkiem wstało i
nagrodziło go oklaskami. Kibice z hrabstwa Green, nie wiedząc, czy też powinni klaskać, czy
może gwizdać i krzyczeć z niezadowolenia, siedzieli cicho, próbując przetrawić to, co przed
chwila widzieli. Zaliczono im przyłożenie, ale ten biedny idiota chyba nie żył.
Rake, motor wszelkich poczynań drużyny, wykorzystał przerwę na podbudowanie
ducha bojowego Spartan.
- Banda błaznów! - warknął. - Królik potrafi przygrzać mocniej niż wy! Skopmy im
dupę! Za Królika!
W czwartej kwarcie Messina zaliczyła trzy przyłożenia i wybrała.

W przypadku przewinienia- w przepisach istnieje ponad sto różnych -sędziowie przerywają grę,
rzucając na murawę żółtą chustę, tzw. flagę.
Królik przeżył. Miał złamany obojczyk i trzy pęknięte żebra. Wstrząs mózgu okazał
się niegrozny i ci, którzy dobrze go znali, twierdzili, że umysłowo jest sprawny jak dawniej.
Nie trzeba dodawać, że został miejscowym bohaterem. Na dorocznym bankiecie dla
futbolistów Rake przyznał mu nagrodę za najlepszy atak roku. Zmierzch przeszedł w wieczór
i światła stały się jaskrawsze. Wzrok powoli przystosowywał się do półmroku. Na
przeciwległym końcu stadionu pojawiła się druga, nieco mniejsza grupa Spartan. Ich głosy
były ledwo słyszalne.
Silos otworzył kolejną butelkę piwa i od razu wypił połowę.
- Kiedy ostatni raz widziałeś Rake'a? - spytał Neely'ego Blanchard Teague.
- Dwa dni po pierwszym zabiegu - odrzekł Neely i wszyscy znieruchomieli. Tej
historii nikt w Messinie jeszcze nie słyszał. - W szpitalu. Jeden zabieg miałem z głowy,
czekały mnie jeszcze trzy. To była ohydna zagrywka - wymamrotał Couch, jakby Neely
potrzebował otuchy.
- Wredna - potwierdził Amos Kelso.
- Neely widział ich oczami wyobrazni, jak siedząc w kawiarenkach przy Main Street,
smutni i zasępieni, opowiadają sobie o faulu, który momentalnie zrujnował karierę jednego z
najlepszych zawodników w kraju. Pielęgniarka powiedziała mu, że nigdy dotąd nie widziała
tylu przejawów sympatii i współczucia: kartki pocztowe, kwiaty, czekoladki, baloniki,
rysunki uczniów z podstawówki. A wszystko to z maleńkiej, oddalonej o trzy godziny jazdy
Messiny. Oprócz rodziców i trenerów z college'u Neely nie przyjmował żadnych gości. Na
osiem długich dni pogrążył się w rozpaczy i żalu, pochłaniając przy tym olbrzymie ilości
środków przeciwbólowych.
Pewnego wieczoru, długo po godzinach odwiedzin, do jego pokoju zakradł się Rake.
- Próbował mnie pocieszyć - powiedział Neely, pociągnąwszy łyk piwa. - Mówił, że
kolano da się wyleczyć. On próbował mnie pocieszyć, ja próbowałem mu uwierzyć.
- Wspominał o mistrzostwach w osiemdziesiątym siódmym? - spytał Silos.
- Tak, gadaliśmy o tym.
Zapadła długa, niezręczna cisza. Wszyscy myśleli o tamtym meczu, o otaczających go
tajemnicach. Był to ostatni tytuł mistrzowski Messiny i już samo to stanowiło dobrą podstawę
do wieloletnich analiz. Znakomita, o wiele lepsza od nich drużyna z East Pike dała im
straszny wycisk. Po pierwszej połowie przegrywali trzydzieści jeden do zera i gdy po
przerwie wyszli na boisko, gdzie czekało trzydzieści pięć tysięcy kibiców, okazało się, że
Rake zniknął; wrócił dopiero pod koniec czwartej kwarty. [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • razem.keep.pl