[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Odpływając ku górze i oddalając się od nich, Amy usiłowała powiedzieć lekarzo-
wi, że jest w błędzie. Nie była dobra. Była złą, bardzo złą dziewczyną. Powinien spy-
tać mamy. Mama powie mu prawdę. Amy Harper była zła do gruntu, zepsuta, plugawa,
rozwiązła i zbuntowana. Próbowała powiedzieć doktorowi Spanglerowi, jak bardzo jest
bezwartościowa, ale usta i język zupełnie nie chciały jej słuchać.
Nie była w stanie wydać z siebie dzwięku...
... aż powiedziała:  Uch! i otworzyła oczy w pokoju pooperacyjnym.
Leżała na wznak na wózku z kółkami i poręczami, wpatrując się w wyłożony płytka-
mi sufit. Przez chwilę nie wiedziała, gdzie się znajduje.
I nagle przypomniała sobie wszystko, a potem zdziwiła się, że aborcja była tak szyb-
kim i prostym zabiegiem.
Zatrzymali ją przez godzinę w pokoju pooperacyjnym, aby upewnić się, że nie gro-
zi jej krwotok.
O wpół do czwartej była już z matką w pontiaku i wracała do domu. Przez pierw-
szą połowę krótkiej przejażdżki żadna z nich się nie odezwała. Oblicze mamy wygląda-
ło jak wykute z kamienia.
W końcu Amy powiedziała:
 Mamo, wiem, że przez najbliższe miesiące zarządzisz dla mnie areszt domowy, ale
mam nadzieję, że pozwolisz mi pracować wieczorami w  Dive , jeżeli pan Donatelli wy-
znaczy mi pózniejszą zmianę.
 Możesz pracować, kiedy ci się podoba  powiedziała chłodno jej matka.
 Z pracy będę wracała prosto do domu.
 Nie musisz  stwierdziła mama.  Nie obchodzi mnie, co zrobisz. To po prostu
już mnie nie obchodzi. I tak nie będziesz mnie słuchała. Nie będziesz zachowywać się
jak należy. Poluzowałaś cugle istocie, która tkwi w tobie i nie jesteś już w stanie jej po-
wstrzymać. Nic nie mogę zrobić. Umywam ręce, jeśli chodzi o ciebie. Umywam ręce.
 Mamo, proszę. Proszę. Dlaczego mnie nienawidzisz?
 Nie nienawidzę cię. Tylko czuję się dziwnie otępiała i jakby odrętwiała. Jeśli chcesz
wiedzieć, nie czuję już wobec ciebie nic... zupełnie nic.
 Nie rezygnuj ze mnie.
 Jest tylko jedna droga do nieba  stwierdziła mama.  Ale jeśli chcesz trafić do
piekła, doprowadzi cię tam tysiąc dróg. Nie mogę zablokować ich wszystkich.
104
 Nie chcę pójść do piekła  jęknęła Amy.
 Wybór należy do ciebie  powiedziała mama.  Od tej pory jesteś zdana sama
na siebie. Możesz robić co chcesz. I tak nigdy nie będziesz mnie słuchać, więc umywam
ręce.  Mówiąc to wprowadziła wóz na podjazd przy domku  Nie wejdę z tobą do
środka. Muszę jeszcze zrobić zakupy. Jeśli twój ojciec wróci z kancelarii i zapyta, dlacze-
go jesteś taka blada, powiedz mu, że kiedy byłyśmy w domu towarowym, zjadłaś ham-
burgera i musiał ci zaszkodzić. Idz do swego pokoju i zostań tam. Im mniej będzie cię
widział, tym mniejsza szansa, że zacznie coś podejrzewać.
 Dobrze, mamo.
Kiedy Amy weszła do domu, stwierdziła, że ojciec jeszcze nie wrócił z kancelarii. Joey
nadal bawił się w domu Tommy ego Culpa. Była sama. Przebrała się w piżamę i szlafrok,
a potem zadzwoniła do Liz Duncan.
 Już po wszystkim.
 Naprawdę?  spytała Liza.
 Właśnie wróciłam do domu.
 Wyskrobali cię?
 Musisz być taka ordynarna?  zgorszyła się Amy.
 Ale właśnie na tym to polega  rzuciła ostro Liz.  Wyskrobują to z ciebie. Jak
się czujesz?
 Wyskrobana  odparła ponuro Amy.
 Boli cię brzuch?
 Trochę. I... niżej też.
 Znaczy, masz obolałą cipę?  spytała Liz.
 Musisz mówić w ten sposób?
 W jaki?
 Wulgarny.
 To jedna z moich najbardziej czarujących umiejętności  zupełny brak jakich-
kolwiek zahamowań. Posłuchaj, a poza tym, że boli cię brzuch i piczka, to jak ogólnie
się czujesz?
 Bardzo, bardzo zmęczona.
 To wszystko?
 Tak. To było łatwiejsze niż mi się wydawało.
 No, to ulżyło mi. Martwiłam się o ciebie, mała. Naprawdę, bardzo, bardzo się mar-
twiłam.
 Dzięki, Liz.
 Jesteś uziemiona na lato?
 Nie. Sądziłam, że czeka mnie przez jakiś czas areszt domowy, ale mama stwierdzi-
ła, że nie obchodzi jej, co robię. Umyła ręce.
105
 Tak powiedziała?
 Tak.
 Boże, to świetnie!
 Czyżby?  zastanawiała się Amy.
 Oczywiście, ty głupia gąsko. Teraz sama ustalasz dla siebie zasady. Jesteś WOLNA,
maleńka!  Liz zaczęła naśladować murzyński akcent:  Twój pan cię uwolnił od dzie-
ciaka!
Amy nie roześmiała się. Powiedziała:
 Na razie mam ochotę się trochę przespać. Wczorajszej nocy nie zmrużyłam oka,
i w ogóle ostatnio kiepsko sypiałam. A po dzisiejszym przeżyciu... dosłownie padam
z nóg.
 Jasne  mruknęła Liz.  Rozumiem. Nie będę cię trzymać godzinę przy telefo-
nie. Odpocznij trochę. Zadzwoń do mnie jutro. Sporządzimy plany na lato. To ci dopie-
ro będzie ubaw! Wspomnienia przyćmią wydarzenia ostatniego lata, które spędziłyśmy
razem. Prawdę mówiąc mam już na oku paru facetów dla ciebie.
 Nie sądzę, abym właśnie teraz potrzebowała jakiegoś faceta  stwierdziła Amy.
 Och, z pewnością nie przez najbliższe dziesięć minut  przyznała Liz.  Ale kie-
dy już odetchniesz kilka tygodni, wróci ci humor i ochota na te rzeczy.
 Nie sądzę, Liz.
 A ja jestem pewna. Przecież, na miłość Boską, nie zmienisz się w zakonnicę. Od
czasu do czasu potrzebujesz odrobiny tego starego, dobrego salami, maleńka. Pod tym
względem jesteśmy podobne. %7ładna z nas nie potrafi wytrzymać dłuższy czas bez fa-
ceta.
 Zobaczymy  powiedziała Amy.
 Tyle, że tym razem  dodała Liz  zrobisz dokładnie to, co ci mówiłam. Załatwisz
sobie receptę na pigułki.
 Nie sądzę, aby naprawdę były mi potrzebne  zaprotestowała Amy.
 Ostatnim razem też tak myślałaś, słonko. [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • razem.keep.pl