[ Pobierz całość w formacie PDF ]

liścik z podziękowaniem, po czym wślizgnęła się w płytki poranny sen,
który mógł trwać nawet godzinami.
Musiałem wyjść z mieszkania i pobiec ulicami, zanim ktokolwiek
jeszcze wstanie. Kiedy wkładałem dres, dokonałem szybkiego remanentu
swego stanu posiadania. Czarna lista: straciłem samochód, pracę i
przyjaciół w Londynie. Straciłem również ojca, którego tak naprawdę nie
znałem, i ekscentryczną, ale sympatyczną młodą panią doktor, którą
poznałem w szpitalu i z którą dzieliłem łoże, ale prawie nic o niej nie
wiedziałem. Mimo całego ciepła, jakie do niej czułem, dzieliło nas
nieokreślone poczucie winy i niepokoju. Czy w jakiś sposób zawiodła
mojego ojca podczas jego ostatnich godzin na oddziale intensywnej opieki
medycznej? Kochała się ze mną, jakby próbowała reanimować trupa.
Słuchałem jej oddechu, nieco dziecięcego, rozkosznego sapania i myślałe
o córce, którą moglibyśmy kiedyś mieć.
Ale musiałem opuścić to mieszkanie, odwiedzić tor wyścigowy i
usłyszeć duchy silników dudniących w ciemności.
Z kartonem soku pomarańczowego w ręce wybiegłem z domu i
skierowałem się do położonego pół mili dalej toru. Ulice wciąż były ciche,
przedmieścia niczego, nieskazitelne pawilony, które przypominały mi
stylowe grobowce na jednej z wysp w Lagunie Weneckiej.
Mający jakieś trzydzieści stóp wysokości wal wznosił się w ciemności.
Jego grzbiet przecinała droga dojazdowa. Przebiegłem przez ten wąski
korytarz, a potem zatrzymałem się przy brzegu wiekowego betonowego
wzniesienia. Pomyślałem o swoim ojcu chodzącym na wyścigi w łatach
trzydziestych, małym chłopcu oszołomionym zapachem oleju i drogich
perfum, woniÄ… przepychu i niebezpieczeÅ„stwa. Ówczesne kroniki filmowe
wypełniały dramatyczne kraksy, heroiczne śmierci, które stanowiły
odpowiedz Anglii na dyktatorów z drugiej strony Kanału i wyrażały
nieuświadomione pragnienie wojny.
 Halo? Tam na dole... proszę do mnie. Będzie pan miał lepszy widok...
Nade mną przechadzał się w ciemności mężczyzna. Miał na sobie biały
smoking, zupełnie jakby zabłąkał się tutaj z całonocnego przyjęcia.
Machał do mnie teatralnie, ale poruszał się ostrożnie po nierównym
betonie, jakby życie spędzone na zdradliwych posadzkach nauczyło go
nieufności wobec każdego rodzaju podłoża. Widząc, że jestem zbyt
wyczerpany, by wspiąć się do niego, zaczął schodzić.
Czekając, aż do mnie dotrze, zauważyłem amerykański samochód
stojący na drodze poniżej. Szofer w czapce z daszkiem opierał się o drzwi,
paląc papierosa i kreśląc jego czerwonym koniuszkiem wzory w ciemnym
powietrzu.
 No, już jestem...  David Cruise chwycił mnie za rękę, z dobrotliwym
uśmiechem, zupełnie jakby witał nowego uczestnika swojego programu. 
Warto było wejść tutaj, wciąż czuje się strumień powietrza. Proszę
posłuchać  słyszy pan?
 Chwileczkę. Bugatti, tak myślę. Z czterema gaznikami. Albo też
dwudziestoczterolitrowy NapierRaiłton.
 Właśnie!  Zadowolony, że zacząłem grać rolę w je go małym
przedstawieniu, Cruise potrząsnął moją ręką.  Pan...?
Przedstawiłem się, ale puścił moje nazwisko mimo uszu, jednocześnie
przyjmując za pewnik, że jest zbyt sławny, by sam musiał się
przedstawiać. Nie uświadamiając sobie tego, mówi! do kamery, która, jak
wyczuwałem, filmowała jego ulubiony lewy profil.
 O, jak dobrze...  Wciągnął z rozkoszą powietrze, jakby delektował
siÄ™ ostrym zapachem spalonej gumy.  Wspania Å‚e... nieograniczona moc
koni, dwudziestolitrowe silniki. Nie takie jak dzisiaj. Mamy rozwiniętą
technikę, ale nie potrafimy marzyć.
 A Formuła 1? Nie?
Ruszyliśmy w stronę lincolna.
 Proszę sobie nie żartować... Milionerzy w azbestowych wdziankach
pokrytych znakami firmowymi. To, co działo się tutaj, było czymś
prawdziwym.
 Bardziej niż Metro-Centre?
Zatrzymał się, by na mnie spojrzeć.
 Metro-Centre? Chciałbym, żeby przetrwało chociaż z siedem lat, a co
dopiero siedemdziesiÄ…t.
Powędrował wzrokiem ponad ciemne dachy miasta, gdzie ostatnie
smużki dymu z kilku tlących się samochodów łączyły się w poranną
mgiełkę. Olbrzymie ekrany na stadionie piłkarskim wciąż się świeciły,
pokazujÄ…c reklamy pustym trybunom. Ekranowe wcielenie Cruise'a
zachwalało starszej miłośniczce sportu komplet mebli do sypialni. Jego
ręka odbijała się od materaca, jakby zapraszał ją do wspólnego
baraszkowania.
Prezenter uciszy! mnie, unosząc pięść i wpatrzył się w siebie. Jego usta
otwierały się w odpowiedzi na będący jego znakiem rozpoznawczym
repertuar kuszących uśmiechów i płochliwych grymasów, które
odzwierciedlać miały głębokie zainteresowanie gośćmi w studiu.
Mimo nikłego światła widziałem go wyraznie w bladej aurze
otaczającej go podmiejskiej sławy. Jego medium stanowiła ciemność,
zmieniała jego wygląd niczym wnętrze telewizyjnego studia. Byłem
zdumiony, że wydawał się taki mały, mimo że mierzył prawie sześć stóp
wzrostu i miał wygląd bywalca siłowni. Był dowcipny, ale nie
autoironiczny. Pomniejsze bóstwa nie powinny nigdy podawać w
wątpliwość swojego istnienia. Pod każdym względem był tworem
telewizji, z siwymi włosami eksponującymi twarz i skrywającymi wysokie
czoło oraz wewnętrznym chłodem w oczach. Dawno temu musiał sobie
wmówić, że lubi towarzystwo zwykłych ludzi i to złudzenie utrzymywało
go przy życiu.
Kaskada iskier zalśniła za północną trybuną stadionu. Ktoś podpalił
magazyn  ubezpieczeniowy kant, wykorzystujÄ…cy wydarzenia ostatniej
nocy.
Cruise skrzywił się i odwrócił w kierunku swojego samochodu.
 Dom wariatów  szabrownictwo, podpalenia, wybija nie szyb... Ktoś
podłożył bombę w Metro-Centre. Zupełnie jakbyśmy i bez tego nie mieli
wystarczająco dużo proble mów.
 Widziałem zniszczenia. Policja zabrała mnie na par king.
 Był pan tam? Odważny z pana człowiek. Podłożyli bombę w czyimś
samochodzie.
Doszedł do lincolna. Kierowca stał przy otwartych drzwiach od strony
pasażera. Postanowiłem zaryzykować i dodałem:
 Tak się składa, że to był mój samochód.
 Pański samochód?  Cruise zawahał się. Wpatrzył się we mnie, jakby [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • razem.keep.pl